Grupy >> ŻYCIE >> Forum >> Czy mieliście w życiu taką sytuację, w której byliście zdani sami na siebie?
Autor Wypowiedź
Mój ulubiony ksiądz podjął pokutę za swoje grzechy i kościoła sam na nogach do Jerozolimy, bez pomocy. Jestem ciekawa jak mu pójdzie.

Taki koleś z internetu, którego uwielbiam chciał przebiec pustynię 100 km, odwodnił się w czasie tego biegu i wiedział, że samo wypicie wody mu nic nie da, przy tym miał spuchniete nogi od obcisłych butów jak się okazały, odchodziły mu poznokcie od ciała, chlebotała mu krew w stopach, palce miał dwa razy większe u rąk, były tak spuchnięte. On to wszystko czuł, widział i był świadomy, że może umrzeć na pustyni. Piach, po których biegł nagrzał się do 80 stopni, były też wydmy, które dochodziły do 400 m wysokości. Był zachwycony tym, że lekarz, który się nim zajął na biwaku do którego dotarł w takim stanie, wysuszył mu poznakcie specjalną surowicą. Wtedy zostało mu 27 km do końca. Ale on był taki twardy, że przebieg.

Ja miałam podobną sytuację, ale nie było tyle km, tylko metry, strasznie gorąco i pod górę, bez wody, nakrycia głowy. Ale to jest nic w porównaniu z pustynią.

29 kwietnia 2019, 23:41:32
valerka, ty rzeczywiście umiesz rozbawić.
zobacz, opisujesz jakąś ekstremalną sytuację z kolesiem który usiłował przebiec 100 km przez pustynię, nie wiem po co narażał życie, mogę domniemywać, że być może dla sławy, bo obserwuję, że ludzie wpadaja na przedziwne pomysły w celu /- i zestawiasz tą sytuację ze swoją / bo jak zwykle musiałaś wtrącić coś szokującego o sobie / wędrówką w górę ulicy w być może za ciasnych balerinach i pustą butelką po mineralce, podczas gdy beret został na wieszaku w przedpokoju. normalnie mam ciary..
poza tym nie wierzę w te' bez pomocy" bo akurat na biwaku był lekarz itd.
następnie ekscytujesz się księdzem, który nie umiał wymyślić nic bardziej oryginalnego i pożytecznego niż oklepane pielgrzymki, które niczego nie zmieniają, gdy tymczasem mógłby zrobić rzeczywiście cos dobrego dla potrzebujących. ale najwyraźniej pielgrzymka zdecydowanie bardziej poprawi mu samopoczucie i zbliży do do boga chociażby przez analogię, a mógłby się zblizyć do ludzi..


30 kwietnia 2019, 06:57:27
są ogromne pokłady siły w czlowieku. przypomniałam sobie o Korfu, jak wybrałam się z czteranstolatkiem, który chciał ze mną pójść na spacer. Szliśmy sobie plażą, morze było wzburzone, Korfu jest specyficzne, są na plaży giganty okrągłe głazy. Nad głazami spotkaliśmy taką posesję ze starym pięknym, opuszczonym domem i postanowiliśmy sobie tam wejść, rozmawiając i ciesząc się z wakacji. szliśmy i nagle wyskoczył groźny pies, ale zdołaliśmy mu uciec stronę wyjścia, a brama okazała się zamknieta na cztery spusty, przy tym była wysoka. nie chcieliśmy już wracać z powrotem przez psa. postanowiliśmy ją przejść górą. ja miałam lekkie sandały, ten chłopczyk był zwinniejszy. próbowałma wejść na ten murek i nic, ześlizgiwałam się, mało nie płakałam. różnymi sposobami chłopczyk pomagał mi, choć nie miał tyle siły, żeby mnie podnieść do góry, trochę był kurpulętny. jakoś nabrałam siły ze strachu, bo ten pies szczekał z daleka. mój kloc wszedł w końcu na wysoki murek, murek był wyższy ode mnie. całe sandały nadawały się do wyrzucenia, tak jej zniszczyłam. później wracaliśmy tacy uśmiechnieci ulicą, a przy ulicy były piękne zielone drzewka i domostwa ludzi tam żyjących, którzy nawet siedzieli na dworzu i sobie gadali jakby nigdy nic.

30 kwietnia 2019, 07:27:53
ale bredzenie. 14letni korpulentny chłopak, to już nie chłopczyk. poza tym po kiego próbowaliście przeskakiwać zamiennie bramę/ murek wyższy od ciebie, kiedy pies szczekał z daleka? nie usiłował wbić kłów w wasze gardła. nawet nie był blisko tylko gdzieś tam.
i po co lazłaś mając pod opieką nieletniego na cudzą własność? że opuszczone, nie znaczy że niczyje.
i co to -twój kloc :D :D wygląda, że to ty trochę korpulentna:))
i co dziwnego, że przy ulicy były zielone drzewa/nawet w polsce takie są, wyobrażasz sobie?:))/ i ludzie sobie gadający?

30 kwietnia 2019, 07:50:16
Oj tam takie przeżycia pisane z serca na gorąca, a jednak utrwalone:)

30 kwietnia 2019, 09:54:22
julka,

mam koleżankę, wierzącą, bardzo, chyba nie pasuje, ale, głęboko wierzącą, która nigdy nikomu nie narzuca wiary, nigdy nią nie epatuje, nigdy ci nie wytknie palcem, że ty np. wierzysz, w pomidorówkę :P
która po prostu robi swoje, wierzy

i ona właśnie sporo pielgrzymuje, robi 26 km dziennie, 36 km dziennie, 859 tygodniowo, pewnie, żeby być bliżej, żeby poczuć tę swoją wiarę, ale najczęściej, ona chodzi oczywiście nie dla sławy, czy piniendzy, tylko w czyjejś/ jakiejś intencji, żeby jakieś dziecko było zdrowe (które jest pod opieką lekarzy, i czułą, rodziców), żeby się ułożyły jakieś sprawy, żeby się odwdzięczyć, podziękować, za życie, nie tylko swoje

była kiedyś w medziugorie i zastanawiała się, wahała się czy nie odwiedzić tego miejsca po raz drugi i wtedy zgubiła medalik, zawsze go nosi, pod bluzką, matkę boską, został jej na szyi, tylko łańcuszek, nigdy go nie rozpina, nie rozstaje się z nią, więc nie potrafiła sobie odpowiedzieć w jaki sposób ją zgubiła, ale postanowiła, że jak ją znajdzie, to pojedzie
znalazła, a to kółeczko które się zakłada na łańcuszek, było całe

znam ją bardzo długo i wierzę
jej
ona mi różne historie, właściwie przemyca, opowiada gdzieś tam obok, i wierzy w takie małe cuda, a ja razem z nią i mam ciary :P

ostatnio dźwigałyśmy komodę, do niej do samochodu, bo skoro panowie przysnęli, to obie zakasałyśmy rękawy i szło nam nieciekawie, czyli ledwie obie dyszałyśmy :P

no i pytam się jej, jak ty to, kurwa, zataskałaś do siebie, a ona mówi, że się przeżegnała, poprosiła o pomoc św. piotra (?) wzięła na biodro i szafeczka za 15 minutek wylądowała
na jej balkonie
:P

oprócz, tego jest normalna (w ogóle, uważam ją za normalną;) i lubi napić się, wódeczki, poszaleć, zabawić się, aż tak, że aż ja ją czasem strofuję i doprowadzam, do porządku :P

30 kwietnia 2019, 22:03:10
nie znam osoby, która by tak mocno wierzyła, która by tak pięknie dzieliła się, wiarą, i która by tak fajnie, kultywowała swoją wiarę, (kiedy pości i umartwia się, to zawsze tak umie wybrnąć skórkami z suchego chleba, że dopiero po 3 latach zorientowałam się o co chodzi :P) i była przy tym, postrzelona :)

30 kwietnia 2019, 22:22:37

Czy możecie wchodzić w wontek Wu? Trochę od czapki, ale nie mogę wejść, i nic nie jest napisane, i nie wiem, jak to się robi, że tak jest.

A koleżanka mogłaby się pomodlić za Olkę Kwaśniewską, żeby została szczęśliwą mamą.
Bardzo jej tego życzę.

01 maja 2019, 00:09:49
Aniu:) ja nie znam takiej osoby jak twoja koleżanka, ale to pewnie dobrze, bo zepsułabym to koleżeństwo pytaniami. no bo dlaczego istota boska zdecydowała się puścić oko akurat do twojej koleżanki i uczynić cud odnalezienia medalika,/też w cudowny sposób zagubionego/ zwłaszcza, że jak z tego co pamiętam, jest napisane w biblii, że bóg nie życzył sobie, a wręcz zabraniał wytwarzania wszelkich podobizn świętych na obrazach, rzeźbach, odlewach itd.? a dlaczego nie ulitował się nad dziećmi obdarowanymi na starcie kalectwem czy chorobą? dlaczego w ogóle ich tym obdarował, każąc wierzyć, że w ten sposób są wybrańcami? za nic nie trafia do mnie, że niezbadane są ścieżki itd.
i też nie poradziłam sobie z odpowiedziami na pytania mojego będącego we wczesnej podstawówce dziecka. w jego klasie był chory chłopczyk, któremu niestety nie udało się przeżyć. pytania -dlaczego? przecież cała klasa się za niego modliła. czy bozia nie lubiła go ? dlaczego? i czy nie lubi nas, bo nas nie wysłuchała? czy my tez za chwilę zachorujemy i umrzemy?

a przecież i sama chciałam odpowiedzi nie tylko na te pytania, zainteresowałam się historią katolicyzmu. dowiedziałam się, że matka boska to przysposobiona Izyda z całą swoją historią. w jej /Izydy / kulcie występowało i objawienie, pisma święte, niezmienna tradycja obejmująca wszystkie świątynie, organizacja kościelna, hierarchiczny podział na świeckich wyznawców, ludzi wtajemniczonych i kapłanów. były wielogodzinne litanie, procesje, posty, rekolekcje czy ćwiczenia duchowe.
"Izyda była matką Horusa, którego narodziny były zapowiedziane przez „anioły”. Sam Horus miał także uczniów, chodził po wodzie, uzdrawiał chorych, opierał się pokusie złego, umarł i zmartwychwstał. Izyda poczęła go poprzez kontakt z martwym ciałem Ozyrysa (!). Od Izydy pochodzi także tytuł Stella Maris i Królowa Niebios, oraz tak popularny motyw bogini karmiącej dziecko.

https://www.google.com/search?q=Izyda&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwj-8PS8zPnhAhVswIsKHbUBA3QQ_AUIDigB&biw=1920&bih=969#imgrc=awJHCgN2OHcWCM:

Do skopiowania kultu doszło za pontyfikatu Celestyna I (422-432),który był doskonale wykształconym i cieszącym się dużym szacunkiem biskupem Rzymu, jednak jego cynizm nie znał granic.
to tylko czubek góry lodowej. wiem na którym soborze co zostało ustanowione większością głosów.

w dodatku w biblii znajduję m. innymi:
opis mordowania dzieci na oczach ojców i gwałtów na ich żonach /Iz 13:15-16/
czy
kanibalizm rodzinny. rodzice zjadaja swoje dzieci / 2 królów 6:28-29/

jest też sakralna dyskryminacja chorych i niepełnosprawnych /kpł 21: 16-24/
jest nakaz dyskryminacji kobiet, wysmarowanie fekaliami twarzy jako forma kary, nakaz podboju sąsiednich krajów i ludobójstwa, ojciec wydający córki na zbiorowy gwałt, są córki Lota itd.itd.
i dlaczego dobry, sprawiedliwy nie posłał choćby małego piorunka w pisatującego urząd w kościele obmacującego, penetrującego chłopców służących do mszy świętej.

natomiast znam osobę która nie oddaje czci żadnemu z bogów, ale oddała swój licealny warkocz na peruki dla dzieci z onkologii. całą sobą popieram działalność charytatywną w jakiejkolwiek formie.

trochę mnie poniosło, rozpisałam się. nie chcę przekonywać do swojego widzenia tematu, a tylko go przedstawiam. spojrzałam z boku, bez przyzwyczajenia i oczywistości ale nie bezkrytycznie i z jednakową ciekawością oglądam obrzędy religijne w różnych częściach świata. np. gdzieś tam dziewczyna obciążona zaocznie klątwą / dziewczyna odważyła się wyrwać z wioski plemiennej w celach edukacji do MIASTA/ więc ichniejszy nałożył na nią klątwę i ona tę klątwę autentycznie odczuwała fizycznie. złożyła'podanie' o zniesienie, musiała czekać na rozpatrzenie, następnie została przywiązana do drzewa, ichniejszy ksiądz miał w ręku naczynko na drucie z nadpalonym, dymiącym, aromatycznym kawałkiem drewienka, podskakiwał wkoło niej ją odymiając i mamrocząc, następnie napluł na nią kilkakrotnie i ogłosił, że jest czysta. wcześniej wniosła stosowna opłatę.
dziewczyna podczas dosłownie dostała spazmów, a zaraz po promieniała szczęściem i wdzięcznością.

niech słowem klucz będzie nienachalność i epatowanie.

01 maja 2019, 09:07:13
nigdy, ooooo, ja też bardzo kibicuję olce, ale koleżanka chyba nie wchodzi, na pudelka:)

nie mogę wejść pod wontek wu


julka:)
ja też nie wiem, dlaczego jedno dziecko, niewinne, na starcie jest zapakowane w reklamówkę i ląduje w beczkach, albo w rzece, inne rodzi się głęboko upośledzone, i rodzice noszą krzyż do końca swojego życia, i dlaczego jakiś skurwysyn, który się znęcał nad swoją rodziną dożywa setki i jeszcze sąd zasądzi mu alimenty od dziecka, które w najlepszym razie tłukł, a jeszcze mógł molestować, seksualnie, bo takie jest prawo

myślę, że koleżanka też tego nie wie, a ja nie pytam, bo przecież nikt z nas nie wie, gdzie ten stwórca wtedy był, jak banderowiec rozcinał brzuch kobiecie w zaawansowanej ciąży.

myślę też, że nie zdradzę żadnej tajemnicy, ponieważ jej tutaj nikt nie zna, ale w jej rodzinie (ma liczne rodzeństwo) zdarzyło się wiele tragedii, urodził się chłopiec z porażeniem mózgowym, który zmarł w wieku 3 lat, na sepsę, urodziło się dziecko z zespołem downa, a jednak te dramaty nie zachwiały jej wiary, nie zachwiały wiary tej rodziny, która jako jedna z niewielu, nie żarła się co zrobić ze starym, zniedołężniałym ojcem i do którego domu opieki go wpakować, tylko zgodnie podzieli się opieką nad nim, żeby mógł dożyć w swoim domu

poza tym
jeśli znasz odpowiedzi na wszystkie pytania, masz dowody, potwierdzenie, świadectwo, masz cały logiczny ciąg zdarzeń, to gdzie jest miejsce na wiarę? w co masz wierzyć jeśli wszystko jest racjonalnie wyjaśnione?

w koleżanki wierze podoba mi się też to, że nigdy nie próbowała mnie nawracać, przekonywać, że o wielu sprawach, o tajemnicach jej wiary dowiaduję się z własnych obserwacji i że czasami jak napomknie, o takich cudach, które jej się zdarzyły, to mam gęsią skórę i jej wierzę

szanuję bardzo tę jej wiarę, to w jaki sposób ona wierzy, i ją jako osobę wierzącą, a ona nigdy nie dyskryminowała mnie za mój brak wiary, ma swoją teorię na ten temat, że ja (już) wierzę, ale jeszcze o tym nie wiem :)

myślę, że oddawanie się wierze, to jest jeden element, który może pociągać za sobą kolejne, np. działalność charytatywną i że to się przecież nie wyklucza, ona z tego co wiem, jest dużym wsparciem dla swojej rodziny

01 maja 2019, 10:46:24
Aniu:) nie wiem, nie znam rodziny twojej koleżanki, i to chyba nie ma znaczenia, bo ja wierzę w to co piszesz. ale nie będe się zastanawiała co nimi powoduje, widocznie potrzebują, to ich osobista sprawa. dla mnie czas zastanawiania się już minął. i nie dzielę ludzi na wierzących i niewierzących tylko na dobrych i złych. juz się nie szarpię, nie jestem pomiędzy chcę wierzyć w boga/,/to fajne jest/ ale cos tam mi nie pozwala, bo ..
nikt nie powiedział, że tylko w rodzinach katolickich dzieje się dobrze. i nie wiara w boga powinna kierować ludzkimi, najlepszymi odruchami, czego mam przeróżne przykłady.
w co mam wierzyć -pytasz. nie wiem jakie masz potrzeby. ja wierze w rozum, naukę i jeszcze cały czas w ludzi:)

mogę tylko powtórzyć ostatnie zdanie z wcześniejszego wpisu.

ja też nie umiem wejść na wontek Piotrka:))

miłego dnia dziewczyny, jadę na wiochę:))

01 maja 2019, 11:20:29
Dałam wątek o sile człowieka, mocy czy woli przetrwania jakie doznaliśmy jak sobie w tym radziliśmy:) Być może koleżanka poprzez swoją wiarę pokazuje jej dobre strony Boga.

Julka tyle nieszczęść, dlatego wołamy przyjdź Panie:)

01 maja 2019, 11:48:21
julka:)
w całości się z tobą zgadzam, bo ja też nie umiem wyłączyć rozumu i gdzieś tam się zdaję na kalkulację, szukanie błędów i powątpiewanie, no i wierzę przede wszystkim w człowieka i w dobro, jakie może (u)czynić, co też już, rozglądając się wokół, zaczyna tracić rozsądne podstawy, a to czy ktoś wierzy w lentilki spadające z nieba, czy w sierotkę marysię, nie ma dla mnie znaczenia, ważne jakim kto jest człowiekiem i żeby umieć, ze sobą rozmawiać :)

miłego dnia, ja z tej rady inną, chyba siłkę dzisiaj zaliczę, choć jestem mocno przeziębiona ;)

01 maja 2019, 11:57:58
jeszcze na koniec mi się
pocisnęło :)

myślę, że z wiarą, to jest trochę jak z miłością, nie kocha się za coś, tylko kocha się, pomimo czegoś, może być sobie cham, ruchacz i zbój, może być durna, leniwa, puszczalska, a jednak się kocha, czasem i do szaleństwa

pa julka:)

01 maja 2019, 13:29:48
jak jest kochany to każdy czuje w swoim związku:)

01 maja 2019, 15:21:19
jestem na banieczce to tylko sie uciesze,że - czasem.
pa aniu, dobrej nocy:)

01 maja 2019, 22:13:25
julka :))))))

02 maja 2019, 09:07:18

ciekawy temat, szkoda, że chójowe komentarze, począwszy od pierwszego.

02 maja 2019, 21:38:52
fenomen wiary, nawet w siebie jest to, nie żeby czynić, żeby Bóg coś zrobić wan natychmiast, tylko uwierzyć w niego, również w siebie też ma to zastosowanie.

04 maja 2019, 11:17:32
Musisz być zalogowany, aby móc pisać na forum. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się