Grupy >> Teoria Sztuki >> Forum >> Ten kawałek
Autor Wypowiedź
Gil Evans - Where Flamingos Fly
https://www.youtube.com/watch?v=MUJ8P-aeZhE

21 listopada 2017, 14:14:53
https://www.youtube.com/watch?v=G17lSKupZnc

"To właśnie jest boskością, że są bogowie, a Boga nie ma!"

Tak rzekł Zaratustra.

22 listopada 2017, 12:11:45
Uber, twe maniakalne nawiązywanie do ateizmu Nietzschego przybierają już charaktej niewysłuchanej skargi. Rozpaczy, że lud nie słucha. Przyznam się, że nie patrzyłem dotąd na N. tak jednowymiarowo - pod kątem jego ateizmu. Ale coś jest na rzeczy. Jest w znacznym stopniu działaczem antychrześcijańskim. Niemniej postać ta wymaga bliższego rozpatrzenia i zauważenia wielu odcieni i różnorodności. W tym uświadomienia, że jest osobowością dramatyczną i poszukującą całe życie. Dzięki Tobie odczułem pewien głód wiedzy i wpadłem na dosyć szczątkowy, ale ciekawy dyskurs filozoficzny. Szczególnie ostatni post w tamtym wątku forum. Co mi tam najbardziej dźwięczy, to Idiota, Dostojewski, poradniki "jak osiągnąć sukces".

http://www.insomnia.pl/Nietzsche__czy_by%C5%82_naprawd%C4%99_ateist%C4%85_-t585050.html

22 listopada 2017, 15:18:02
Maniakalne? To nie mogę nawiązywać po prostu? :) Poza tym, w którym ja fragmencie, kiedykolwiek coś o jego rzekomym ateizmie? Nietzsche ateistą? Wolne żarty! "Jest w znacznym stopniu działaczem antychrześcijańskim". Zupełnie nie ten trop! Nietzsche w żadnym, powtarzam, żadnym przypadku nie jest antychrześcijański. Nigdy nie jest przeciwko czemuś:

„Zaprzeczam, a mimo to jestem przeciwieństwem negującego ducha. Dopiero począwszy ode mnie pojawią się znów nadzieje, znam [zdania] tak wzniosłe, że brakowało dotąd na to pojęcia – jestem radosnym zwiastunem par excellence, choć muszę też być człowiekiem nieszczęścia. Gdy bowiem budzi się wulkan, mamy na ziemi wstrząsy, jakich jeszcze nie było. Pojęcie polityki rozpłynęło się zupełnie w wojnie duchowej, wszelkie wytwory władzy zostały wysadzone w powietrze – nadejdą wojny, jakich jeszcze na Ziemi nie było”

F. Nietzsche, Pisma pozostałe, tłum. Bogdan Baran, Wydawnictwo „inter esse”, Kraków 2004 s. 454.


Błądzisz, ale fajnie, że podejmujesz chociaż rękawicę. Nietzsche dokonał rzeczy niezwykle oryginalnej (a w zasadzie właściwie - klasycznej w rozumieniu genealogicznym) w pozytywnym tego słowa znaczeniu – uznał, że rzeczywistość jest taka, jaka ma być, od słynnej „śmierci Boga“, czyli od momentu zaniku bytu samego w sobie, uznał, że myśl została już doprowadzona do ostateczności, w której nie znosi dłużej swojego pochodzenia „spoza“ rzeczywistości fizykalnej. Zawrócił więc całą filozofię (metafizykę) do jednego z powrotem wymiaru, do jednej niepodzielnej substancji, która jego zdaniem musi zostać z powrotem pomyślana jako autoteliczna w swojej duchowości. Całe piękno i dostojność filozofii Nietzschego rozpoczyna się wraz z przerwaniem paradoksalnej tradycji dualizmu, całej jego teologii i wskazaniem na świat fizykalny jako wystarczający dla ducha, który rzeczywiście istnieje. „Nieboskość istnienia” więc jest dla niego punktem wyjścia w formowaniu się duchowości. Pytanie zatem fundamentalne, czy Nietzsche zatrzymał się na rubieżach ateizmu, który niezwykle cenił i niewiary w swoich przemyśleniach, czy zatrzymał się w swych przemyśleniach na założeniach schopenchauerowskich – moralnym postępowaniu (będąc przecież znawcą boskich formuł aksjologicznych), pomimo niewiary? Nietzsche wprowadził siebie do surowego świata konieczności, dawnego zewnętrza (określonego przez dualizm), przyćmionego w myśli na przestrzeni wieków przez namysł nad wartością samą w sobie, świata z całą jego surowością. Pozbawił się możliwości odwrotu, do idei, które nabrały teraz dla niego charakteru wyłącznie pomocniczego. Nietzscheańska myśl obwieszcza:

„My Niemcy bylibyśmy heglistami, nawet choćby żaden Hegel nie był istniał, o ile (w przeciwieństwie do Łacinników) przypisujemy stawaniu się, rozwojowi instynktownie głębsze znaczenie i bogatszą wartość, niż temu, co »jest« — ledwie wierzymy w uprawnienie pojęcia »być«; również, o ile nie jesteśmy skłonni przyznać swej ludzkiej logice, jakoby była logiką samą w sobie, jedynym rodzajem logiki (chcielibyśmy raczej wmówić w siebie, że jest tylko wypadkiem specyalnym, i może jednym z najdziwaczniejszych i najgłupszych“ .

Nie odnosi się wprost do Hegla, tylko do sposobu, w jaki Hegel ujmował rzeczywistość. Hegel (filozofia Hegla) był koniecznym etapem aby doprowadzić w końcu do śmierci paradoksalnego sposobu eksternalizowania bóstwa. Sposobu metafizyki dualizmu powstałej od uświęcenia tego, co umysłowe, czyli od czasów metody Sokratesa, która zdaniem Nietzschego została doprowadzona w heglizmie do ostateczności i swojego krańcowego stadium. Stąd jest Heglowi niezwykle wdzięczny. Została doprowadzona do momentu, w którym „śmierć Boga” jest, okazuje się, jedynym rozwiązaniem. Znaczy to, że już więcej istnienie niematerialne, które potencjalne zwykło się uważać za istotniejsze od istnienia aktualnego, materialnego, nie może dalej „się myśleć samo w sobie”. „Bóg umarł” – swoją własną metodą, w nadrzędności świata wiecznych idei nad światem doczesnym (empirycznym). Umarł paradoksalnością swoich rozstrzygnięć, w której ludzkie rozumowanie (inteligibilność) zwykło się uważać jedynym prawdziwym bytem i wyłącznie prowadzącym do poznania prawdy narzędziem w podmiocie. W tym tragicznym zdarzeniu, które narastało wraz z kolejnymi teoriami filozoficznymi udaremniającymi konieczności świata zjawisk, podwajającymi substancjalność świata, podważającymi jego jednorodność, Nietzsche zauważył ostatnie tchnienie wyczerpanej już dawno formy refleksji. To przerażające zdarzenie śmierci Boga, jako ostatecznego upadku namysłu korzystającego z nadprzyrodzonych elementów zakończyło etap historii dziejów, który Nietzsche ma wielką nadzieję, że będzie wielkim pouczeniem ludzkości, bez powrotu (jest to tylko etap przejściowy). Niezwykle istotna jest jednak nietzscheańska powściągliwość, która otwiera drogę do jego filozofii, nowego początku na zgliszczach pozbawionych znaczenia nadprzyrodzoności, na zgliszczach pomarłych Bogów – szepcze do nas – owszem znieśliśmy byt sam w sobie, jako symplifikujący istotę, ale nie odrzuciliśmy pragnienia stawania się duchowymi, nie odrzuciliśmy tym samym potrzeby poczucia całości świata, ponownie zawierzając jego jednorodności nie stworzyliśmy z nauki szczegółowej nowego bożka.

Twój dźwięczący w środku Idiota, to typowe uproszczenie, zresztą, dawno już zidentyfikowane w bogactwie analiz nad myślą Fryderyka Nietzschego.

A ja też dzięki za wpis, dopisuję Бёяєlє na moją listę wpisów o mnie i o moim uprzykrzaniu życia innym ;)

22 listopada 2017, 17:50:07
„Niegdyś — zda się, w pierwszym Roku Pana, —
Rzekła Sybilla, bez wina pijana:
„Teraz wszystko pójdzie wspak!
Biada! biada! Nigdy świat nie marniał tak!
Rzym sczezł na dziewkę, na zamtuz się zdał,
Rzymu cezar na bydlę, Bóg — Żydem się stał”.

TKZ

To nie Nietzsche jest antychrześcijański, to chrześcijaństwo jest doktryną na wskroś buntowniczą wobec dostojnego :)

22 listopada 2017, 17:55:38
I nowy trop dla zaspokojenia choć na chwilę apetytu...

„Teologowie i metafizycy na jego imieniu [Demokryta] koncentrolwali przyrodzony sobie gniew na materializm. Boski Platon uważał jego pisma za tak niebezpieczne, że zamierzał je zniczyć przez prywatne auto-da-fe, a zapobiegła temu tylko refleksja, że już za późno, że trucizna zbyt się rozprzestrzeniła”.

Nietzsche, Wola mocy, tłum. Konrad Drzewiecki, Wydawnictwo Etiuda, Kraków 2011, s. 102.

Pozdrawiam, ten kawałek!

https://www.youtube.com/watch?v=8JePqs4z8Ls

22 listopada 2017, 18:34:57
Lubię takie szersze wypowiedzi filozoficzne. To, co w mym przekonaniu pozbawia filozofię dostojności, to natrętne krążenie wokół tematu religii. Kojarzy mi się z jakimś urazem, osobistymi, a przez to nieobiektywnymi, problemami osoby zbuntowanej przeciw rodzicom, tradycji, przodkom i właśnie przeciw Dostojeństwu. Takie bunty są zawsze plugawe, prostackie, lewackie i anarchistyczne. Czyli np. taki pseudofilozof widział, jak ksiądz się strasznie upił i zachowywał niegodnie, więc teraz tępi Kościół, bo wg. jego logiki Kościół to hipokryci. I teraz, co z tą "smiercią" Boga? Jeśli pominąć jakieś własne Nietzschego uprzedzenia do religii, i powiedzmy emocjonalne zabicie Boga, to ten motyw można uznać za oczyszczenie Boga z domysłów na Jego temat, teorii, dotychczasowych filozofii. Takie ponowne narodzenie. Jest to odepchnięcie Go jeszcze dalej w stronę absolutu, doskonałości i świętości. Co, dualistycznie, jest wyznaczeniem jeszcze bardziej dostojnego ideału dla człowieka i definicji człowieka jako bytu doskonałego. Bo to człowiek dostał od Boga prawo do chwalenia Go i widzenia coraz wyraźniej, bardziej prawdziwie, w miarę swojego rozwoju. Śmierć to rzecz ludzka, a nie Boska. Więc Bóg by musiał się narodzić, aby umrzeć.

22 listopada 2017, 23:54:19
Jasne, zgadzam się. Bunt prostacki nie ma nic wspólnego z buntem, który wynika z szlachetnych pobudek. Strony się zmieniają, raz bunt będzie prostacki, raz władza (klasyka) będzie prostacka. Ale Nietzsche jasno się również wyraził po której jest stronie: "jesteśmy zrewolucjonizowani przeciwko rewolucji". Chrześcijaństwo jest wtórne do antyku (aksjologicznie).

Trochę próbujesz wepchnąć Nietzschego w koleiny, po których Nietzsche nie poruszał się wcale. Nietzsche nie ma, to należy ująć z całą powagą, żadnego "uprzedzenia do religii". Nie chcę wchodzić tutaj w temat "śmierci Boga", bo to temat na tomy. Nietzsche był religijny par excellence, ale warto zaznaczyć, że chrześcijaninem nie był. Nie był również antychrześcijaninem, jak wspomniałem i uzasadniłem. Optował za ideałem "bardziej krzepkim", arystokratycznym, przedsokratejskim. Nie była to jednak jakaś prosta restytucja. Przeglądanie jego pism tradycją platońską (do której miał dalece krytyczny stosunek), czy przez pryzmat wartości chrześcijańskich prowadzi na manowce. "Śmierć Boga" właściwie to temat poboczy jego filozofii, wzbudzający po prostu emocje z wiadomych względów.


23 listopada 2017, 01:59:25
25 listopada 2017, 01:25:11
26 listopada 2017, 23:29:28
Musisz być zalogowany, aby móc pisać na forum. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się