Grupy >> Sława Wielkiej Polsce >> Forum >> Paryż pędzlem i widelcem
Autor Wypowiedź
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
05 listopada 2018, 13:26:12
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
05 listopada 2018, 13:26:38
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
05 listopada 2018, 13:27:51
mnie urzekły kwiaty Gasteiger, mam znajomych i mają oryginały, ale nie wiem skąd czy ukradli, kupili. piękne są te kwiaty na żywo.

05 listopada 2018, 22:21:46
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
06 listopada 2018, 08:06:54
Borowik, Twój filmik obejrzałem z wielkim zainteresowaniem. To połączenie sztuki z zjadaniem żywych organizmów, podlane religijnym sosem komentarza, było niezwykle interesujące. Przypomniałeś mi o czymś.



Nie potrafię tego wyjaśnić

Najpierw był problem z ropuchą. Uwiła sobie gniazdo pod stertą kostki brukowej. W dzień, urzędowała w bezruchu i ciemności, co mi nie przeszkadzało, ale nocą, zapalała światło, budziła się do życia, i za potrzebą wychodziła na schodek przed wejściem do domku, a czasami załatwiała się na tarasie. Najwyraźniej jej siedziba pozbawiona była WC i prysznica z wanną. Codziennie trzeba było po niej sprzątać dwa balaski. Wkurzała mnie ta żaba maksymalnie, więc ją złapałem. W wiaderku, raz wyniosłem do lasu, a później, aż za posesję sąsiada, Mirka. Będzie ze sto metrów w linii prostej, ale ta bestia za każdym razem wracała jak bumerang i robiła swoje. Nie było na nią sposobu. Jakiś pieprznięty instynkt kazał jej wracać pod piramidę z betonu. Do czasu. Jej szczęście skończyło się pewnego wieczoru. Postanowiła wskoczyć do domu. Po co? Tego nie wiem. Nie zauważyłem, że zamierza wejść do chałupy. Gdyby mi powiedziała, dajmy na to, że noc jest za chłodna albo, że zgłodniała, to może zaprosiłbym ją na kolację. A tak? To chamstwo. Po prostu, zamykałem drzwi, a ona najwyraźniej wlazła pomiędzy nie, a futrynę. Rozległo się głośne piiiii i chlast. Było po płazie. Miazgę wydłubałem patykiem, po czym zgarnąłem na szufelkę. Następnego dnia zakopałem zwłoki pod klonem. Mam tam cmentarz. Spoczywają na nim dwa krety i wiewiórka. Ropucha była czwarta w kolekcji. Jak się okazało, pochowałem ją bez stopy, na głębokości jednego sztychu. Wprasowaną we framugę łapkę odkryłem w okolicy południa, ale nie przeprowadziłem ekshumacji. Kawałek nogi rzuciłem czarnym mrówkom na pożarcie, po czym posypałem ich domostwo środkiem owadobójczym kupionym w OBI. Na etykiecie widniał napis: Zwalcza gniazdo. Dom. Taras. Podjazd. Nie napisali nic o apartamentach w trawie. Odrobinę się zmartwiłem, ale zupełni niepotrzebnie. Po dwóch dniach ich nowiutki dom z kilkoma balkonami i wielką loggią od południowej strony stał opuszczony. Zburzyłem go grabiami. W międzyczasie wiewiórkę przejechało auto. Alfa Romeo albo Lancia. Nie pamiętam dokładnie. Niedojrzałych orzechów włoskich jej się zachciało.

Krety, to oddzielna historia. Zaplanowałem te mordy z pełną premedytacją. By się ich pozbyć, nie wystarczył zakup pierwszego lepszego proszku do pieczenia wnętrzności na zimno, pułapki na szczury, czy elektronicznego odstraszacza. Tego ostatniego urządzenia, nie boją się nawet koniki morskie oddalone od mojej działki o pięćset kilometrów, a co dopiero krety. Krety to inna bajka. Chwytałem się najrozmaitszych sposobów, łącznie ze szmatą nasączoną przepalonym olejem silnikowym, którą wpychałem we wszelkie możliwe nory, ale one nie boją się nowoczesnego smrodu. Po miesiącu walki i głębokich rozmyślań, postanowiłem wrócić do tradycyjnych rozwiązań, przekazanych przez dziadka i ojca metodą doświadczenia zewnętrznego.

Zasadzałem się na nie z samego rana, ze szpadlem, zanim rosa na dobre nie zeszła z murawy. Podchodziłem do świeżego kopczyka, jak tylko zauważyłem, że ziemia zaczynała się na nim ruszać, wywołując trzęsienie w Indonezji i falę tsunami na Celebes. Zbliżałem się po cichu, w klapkach, gdy po ulicy przejeżdżał samochód. Tylko wtedy, ci podziemni niszczyciele równych powierzchni, nie mogli usłyszeć moich kroków. Czasami stałem bardzo długo, nudząc się przy tym okrutnie, przemyśliwałem swoje życie w wzdłuż i w poprzek ich korytarzy, aż w końcu, dwóch zawodników wagi ciężkiej wykopałem jednym pociągnięciem sztychówki na przestrzeni tygodnia. Wbijałem ją z całej siły w darń i podważałem, a ich aksamitnie tłuste tułowia wyskakiwały spod ziemi jak grzyby po deszczu, wytryskiwały niemal jak ropa naftowa. Wtedy, z miejsca w którym stałem, waliłem je szpadlem przez głowę, a w ich pyskach pojawiła się krew. No, a potem, krótka modlitwa, bez nabożeństwa i pochówek. Słowa pacierza były niezmienne i brzmiały tak:

spoczywajcie w spokoju
zasilajcie korzenie klonu
niedługo do was dołączę

w złotoczerwonej koronie
szumieć będziemy razem
wśród blaszanego listowia

Kładłem na grobie dwa suche patyczki na krzyż i wracałem roztrzęsiony do codziennych zajęć, czyli do dalszego zabijania. W jakiś sposób musiałem przecież odreagować stres wywołany zrytym trawnikiem.

Szerszeni nie liczę. Przylatywały do spróchniałego sęka w drzewie i wściekle gryzły mursz. Najwidoczniej w starej jabłoni zamierzały urządzić sobie pałac. Pięć metrów od moich skromnych progów i dwa od ujęcia wody. Tego było za wiele. Gdy tylko któryś z nich siadał w zagłębieniu, podlatywałem z mokrym ręcznikiem i dusiłem go przez pięć minut. A osy, tak mnie wnerwiały, że połamałem dziesięć plastikowych muchołapek. Nie będę opisywał tej zagłady. Powiem krótko: to był holokaust. Odbywał się w trakcie obierania jabłek na dżem. Pomagałem Anecie, bo szkoda jej było każdego zgniłego owocu. Spadały jak głupie. Zbierała je do koszyka, wykrajała wzory w ćwiartkach i przerabiała. Hortex, to dziecinada. Mnie z kolei, szkoda jej się robiło, więc pomagałem jak mogłem, a te żółto-czarne mendy, zlatywały się stadami. Ugryzły mnie dwa razy. W drodze do kibelka, odkryłem siedzibę roju. Zalęgły się w kupie gałęzi, tuż przy ścieżce do wychodka. Spaliłem je żywcem. Płonęły na stosie jak czarownice.

Tych słoików o pojemności zero trzy litra i mniejszych, wyszło dobre dwie setki. Wywoziłem je sukcesywnie do Radomia i wciąż dostarczałem nowe, od sąsiadów, bo w naszej piwnicy zostały wyłącznie litrowe.

Czasami życie wyprowadza mnie z równowagi. Tego lata, w obrębie płotu, zabiłem wszystko co się ruszało. W powietrzu, na lądzie i pod nim.

Aha. Zapomniałem o myszy. Sama wpadła do kubła z wodą i się utopiła. Zapewne chciał wleźć na strych, ale odpadła od ściany. Jej ostre pazurki przegrały z siłą grawitacji. Ją też zakopałem pod klonem.

06 listopada 2018, 09:25:51
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
06 listopada 2018, 10:10:13
Odpuść sobie :) Pomódl się lepiej za te zwierzęta, które zjadłeś :) I błagaj je o przebaczenie :) Oglądanie sztuki, zagłuszanie i uwznioślanie chorej duszy tymi bohomazami na niewiele się zda.

Tak czy owak, na „Statku głupców” wylądujesz po prawej stronie „Ogrodu rozkoszy ziemskich” :)

06 listopada 2018, 10:46:23
Miło sie ogląda Paryż, aczkolwiek mało Paryża.

06 listopada 2018, 11:43:05
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
06 listopada 2018, 13:32:28
Ezoteryczny weganizm? Hmmm... A co to za zwierz? Niebezpieczne to jest? :)

Jak podają naukowcy z Uniwersytetu Missourii, rośliny czują, gdy są zjadane. Nie wiadomo tylko, czy je boli, gdy wbija w nie kły gąsienica, czy my. Ale jakie to ma znaczenie?

I co teraz? Co jeść? Może kurz przetwarzać? Nie, to zły pomysł, za dużo tam roztoczy.

Trza zęby zagryźć i piach z kamieniami nauczyć się konsumować. Oczyszczać go dokładnie z mikrobów, i do miksera. Zmielić na proszek, dodać wody destylowanej, bo w innej, aż roi się od żyjątek i do lodówki, żeby grubsze cząstki opadły na dno.

Czy tak wygląda ezoteryczny weganizm? Czy to coś bardziej drastycznego? :)

06 listopada 2018, 14:05:48
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
06 listopada 2018, 14:11:08
Borowik, starasz się być poważny, ale Tobie to kompletnie nie wychodzi :)

Moja złość przy Tobie z wolna ustępuje, głupawce :)

Za chwilę padnę, a jakże, ze śmiechu :))))

06 listopada 2018, 14:18:30
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
06 listopada 2018, 14:23:52
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
06 listopada 2018, 14:28:03
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
06 listopada 2018, 14:31:16
Pojadłeś, Popiłeś i pooglądałeś :)

06 listopada 2018, 14:33:38
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
06 listopada 2018, 14:34:46
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
06 listopada 2018, 14:41:31
Wspaniale, coraz lepsze wyprawy :)

06 listopada 2018, 15:56:06
Ohydny filmik. Prymityw-tluscioch nieumiejacy zachowac sie przy stole (zaloze sie, ze z wostocznoj Jewropy), w podrzednym bistrot z malo oryginalnym menu.
A reprodukcje obrazow sa ogolnie dostepne, po co wrzucac na YT ich ujecia tak nieprofesjonalne i nieudane?

08 listopada 2018, 13:36:24
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
08 listopada 2018, 13:38:19
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
08 listopada 2018, 16:58:16
Film obciachowy.
Wizyta premiera w KGW.
Wizyta śpiewaczki KGW u Premiera.
Paryż Panie...

08 listopada 2018, 18:42:07
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
08 listopada 2018, 18:44:21
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
09 listopada 2018, 17:12:55
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
10 listopada 2018, 16:06:26
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
10 listopada 2018, 17:21:59
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
11 listopada 2018, 07:06:45
~

28 listopada 2018, 22:42:02
Musisz być zalogowany, aby móc pisać na forum. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się