Grupy >> Oglądanie tekstów >> Forum >> Nowy artykuł A. Franaszka
Autor Wypowiedź
Jest nowy głos Andrzeja Franaszka o profilu poezji współczesnej. Może warto o nim też podyskutować.

http://wyborcza.pl/magazyn/1,139185,16183842.html

24 czerwca 2014, 05:07:58
Ubiegłeś mnie, bo też chciałem zajawić ten temat. Ale dlaczego nie na krytyce literackiej, tylko "u Ciebie" na oglądaniu? Zmienisz?

24 czerwca 2014, 06:13:20
Arkadiuszu, a masz kontrolę nad ewentualnymi zupełnie niemerytorycznymi hejtami na tamtej grupie? Ja nie, a nie chcę podejmować odpowiedzialności proponowania dyskusji w miejscu, które może zostać zaśmiecone zbędnym hejtem.

24 czerwca 2014, 06:22:29
A zresztą, jakie to ma znaczenie kto i gdzie zajawił (sory, umysł się jeszcze nie uruchomił).

24 czerwca 2014, 06:22:31
Jasne, jasne. Masz rację. Widzę, żeś też ranny ptaszek :)

24 czerwca 2014, 06:23:07
Wracając do Franaszka: jestem dopiero po pierwszej, dość pobieżnej, lekturze, ale już teraz mogę przyznać, że ten tekst zrobił na mnie o wiele lepsze wrażenie, niż poprzedni, i to nie ze względu na propsy dla Kiry i Szczepana. Mam wrażenie, że to podsumowanie pisane było na głębszym oddechu, spokojnie, z większym rozmysłem i próbą wyjaśnienia swoich poglądów, aniżeli postponowania poglądów innych. Wreszcie jakieś pole do rozmowy, a nie kolejny "list zamknięty".

Przy kawce porannej tak bym rozpisał natomiast protokół rozbieżności:

1) Mam inne gusta estetyczne, niż Andrzej Franaszek, którego manifestem krytycznym mógłby być szkic Czesława "His Master Voice" Miłosza "Przeciw poezji niezrozumiałej" (którego lubię zdecydowanie bardziej niż Herberta obrażonego, w pamiętnym liście do R. Krynickiego, na "pianę gazet"). Nie wiem, czy szersze są to gusta, czy węższe, ale na pewno inne. Z propsowanych przez niego nazwisk biorę np. Biedrzyckiego i Krynickiego, ale zdecydowanie odrzucam Dąbrowską i Hamkało. Z tych, których odrzuca, biorę śmiało późnego Sendeckiego i Darka Foksa (aczkolwiek tylko do czytania na kibelku, co nie przynosi oczywiście żadnej ujmy) i razem z nim odrzucam (w pewien sposób) Sosnowskiego (nie względu na brak zrozumiałości, lecz nudę tej konwencji). Dorzucam natomiast tych, których ma kompletnie w dupie, jak np. Cecko, Cyranowicz, Lipszyc, Kozioł, Bromboszcz, Podgórni, Pułka, czyli linię awangardową również, ale z innej bajki niż Sosnowski.

2) Teza o rzekomej dominacji dykcji, powiedzmy, "hermetycznej" nad "komunikacyjną" jest moim zdaniem przesadzona. Na niekorzyść świadczy nie tylko bieżąca produkcja poetycka, ale i nagrody, w tym najbardziej pokaźna nagroda Fundacji WS, która otwarcie gra na ulubioną przez Franaszka Dąbrowską. Rozumiem natomiast, że miejscem, gdzie ta dominacja się ujawnia - choć Franszek nie pisze o tym wprost - jest krytyka literacka, a zwłaszcza jej akademicka wersja. I to chyba tak naprawdę powinno być przedmiotem jego aktywnego protestu, a nie sama poezja współczesna, gdzie Krystyny Dąbrowskie i Mariusze Grzebalskie rządzą - od kół poezji sybiraków, po ogólnopolskie nagrody. To samo zjawisko jest dobrze widoczne na liternecie. Jednak moim zdaniem nie ma w tym nic dziwnego, że nikt nie chce pisać / recenzować Dąbrowskich, zwłaszcza w dyskursie naukowym. Taka liryka po prostu nie stanowi żadnego wyzwania intelektualnego, chociaż - rzecz jasna - może mieć dla niektórych jakąś wartość (sentymentalną? egzystencjalną?).

3) Odniosłem wrażenie, że w podsumowaniu Franaszek wycofuje się z wcześniej postawionej tezy, która wiązała brak zainteresowania poezją z jej uwielbieniem dla hermetyzmu. A przynajmniej nie stawia jej tak wyraźnie. To bardzo dobrze, bo niezależnie od pewnych (drobnych) różnic, współczesna publiczność nie jest zainteresowana specjalnie ani Sosnowskim, ani Dąbrowską, ani żadnym właściwie poetą / poetką. Pole odpowiedzi na pytanie "dlaczego" nadal pozostaje otwarte i wymagałoby chyba osobnych rozważań.

4) Sam problem napięcia między biegunem hermetycznym i komunikacyjnym uważam za ważny i wyznaczający zakres możliwości warsztatowych współczesnego poety. Tekst Franaszka, jakkolwiek opowiada się właściwie za jednym tylko biegunem, bardzo dobrze to napięcie oddaje. I to jest jego spora wartość.

(I czas na papieroska)








24 czerwca 2014, 07:04:12
I jeszcze PS. Zgadzam się z tym zarzutem pod adresem Sosnowskiego, że stroni od zewnętrznych wobec literatury kontekstów (historia, polityka, religia). To również różni go i jego naśladowców-epigonów (Król, Robert) od reprezentantów ekipy lingwistyczno-cybernetycznej i powoduje, że po kilku wierszach traci się kompletnie zainteresowanie słuchaniem. Może piwko i akompaniament Chain Smokers sprawia, że chce się słuchać więcej? (Bo to trochę jak muzyka właśnie). Nie mam pojęcia, ale to z pewnością nie są moje klimaty.

24 czerwca 2014, 07:17:57
"Teza o rzekomej dominacji dykcji, powiedzmy, "hermetycznej" nad "komunikacyjną" jest moim zdaniem przesadzona."

Tak, rzeczywiście pewnie chodzi o to, że taka dykcja dobrze się sprawdza w omówieniu literaturoznawczym. Jednak Mickiewicz, Szymborska, Miłosz i Herbert też się dobrze sprawdzają, a nie są hermetyczni. Zatem pewnie chodzi o to, że jedyna istniejąca głęboka krytyka (akademicka) zajmuje się przede wszystkim wierszami hermetycznymi.

24 czerwca 2014, 07:34:18
/Wstaję rano, bo jest taka konieczność życiowa; podobna konieczność każe mi siedzieć też wieczorkiem./

24 czerwca 2014, 07:35:16
Rano lepiej się czyta
i Fanaszka i Wierzbę ;-)

24 czerwca 2014, 07:50:44
Miłosz, Herbert czy Różewicz nieźle się wciąż trzymają w dyskursie akademickim, choć nieco starszego pokolenia. Natomiast jeśli chodzi o obserwację bieżących zjawisk, to wydaje mi się, że to biegun hermetyczny domaga się zwłaszcza krytyki rozumianej jako pośrednictwo, przekład, egzegeza. Poezja "zrozumiała" nie potrzebuje komentarza: Dąbrowska jedzie do domu kultury w Prudniku, czyta wiersz i wszyscy wiedzą o co chodzi: płaczą, wręczają kwiaty i piją wspólnie herbatkę.

Akademia tego nie załatwi oczywiście tych kwestii ze względu na to, że tam się operuje językiem specjalistycznym, czyli również: hermetycznym. Szkoda natomiast, że recenzenci (często akademicy) nie postrzegają w ten sposób swojej roli. Symptomatyczne w tym względzie było stwierdzenie Pawła Kozioła, który na wstępie do omawiania "Clubbingu" Brewińskiego rzucił czytelnikowi prosto w twarz tekstem: "Ktokolwiek życzyłby sobie tradycyjnego opisu, o czym traktuje książka, z czym ją się je i czym popija, niech się uprzejmie skieruje gdzie indziej."

I to jest wkurzające, bo jeśli hermetycznej poezji będzie towarzszyć hermetyczno-impresyjna krytyka, to granice getta z pewnością nie rozszerzą się ani o milimetr. Zastanawiająca jest ta pogarda dla rzemiosła popularyzacji.

24 czerwca 2014, 07:51:21
Tutaj jako podstawowy objawia się wybór:
* pisanie tak, aby utwór był trudnym zadaniem dla wyobraźni, rozeznania kulturowego itp.; tak, aby czytelnik musiał się sporo napracować, aby uzyskać satysfakcję z doświadczenia, jakie przyniósł wiersz,
* pisanie tak, aby utwór wzbudzał satysfakcję czytelniczą natychmiast po przeczytaniu.

I tak się zastanawiam, czy rzeczywiście to jest jakieś centralne zagadnienie. Utwór przede wszystkim ma być interesujący, a to można uzyskać zarówno w modelu hermetycznym jak i klarownym.

24 czerwca 2014, 07:56:06
Hermetycznej poezji powinna towarzyszyć krytyka otwierająca czytelników na wzbogacający sposób odczytywania tej poezji. <samochwalstwo>O taki efekt chodziło mi na przykład w moim omówieniu tomu Solskiej http://szafa.kwartalnik.eu/50/html/krytyka_literacka/alex.html </samochwalstwo>

24 czerwca 2014, 07:59:54
Nie wydaje mi się, że taki wybór poprzedza akt pisania konkretnego utworu, wynika raczej z ogólniejszego wyboru drogi poszukiwań: zasobów piszącego (słówników, erudycji), materii, w której chce pracować (ograniczać czy poszerzać), z socjolektów, które są mu najbliższe lub dla niego najciekawsze.

Zgadzam się z Tobą natomiast, że konkretny utwór może być interesujący niezależnie od reprezentowanego modelu. I generalnie byłbym za szeroką paletą możliwości, czyli - inaczej niż Miłosz i Franaszek - chcę, by np. na liternecie było miejsce, let's say, i dla Piętniewicza, i Parulskiego, chociaż wierszy Michała raczej zbyt często czytać nie będę, a do Parulskiego wpadnę zawsze, żeby zobaczyć, cóż on tam wykombinował.

Nie jest to zagadnienie centralne, ale jest to dość ciekawy sposób na rozpisanie biegunów poezji, zamiast osławionych "linii" lub barbarzyńców i klasycystów, bo akcentuje kwestię komunikacji literackiej - jej zasięgów, grup docelowych, kodów itd. Takie myślenie jest mi dość bliskie i sam wokół tego od jakiegoś czasu krążę. Brakuje mi natomiast u Franaszka właśnie rozważań na temat roli subkodów (czyli owych socjolektów: slangów, żargonów itd.) w kształtowaniu komunikacji. (Piszę teraz na ten temat tekścik, więc też jestem dopiero na etapie "klarowania" stanowiska.)

24 czerwca 2014, 08:14:02
A teraz czas siąść do roboty, pozdrawiam i dzięki za wspólne śniadanie:)

24 czerwca 2014, 08:25:59
No właśnie - krytyka p linii barbarzyńców i klasycystów za punkt wyjścia bierze twórców i twórczość. Być może właściwsza obecnie byłaby zmiana perspektywy i mówienie o literaturze z punktu widzenia odbiorców. Tutaj jest jednak problem - jak zdefiniować albo inaczej wyodrębnić sensowne grupy docelowe.

U Franaszka brak tej kwestii, bo on się obraca w ramach kultury wysokiej i zapewne tylko jej idioklet uważa za istotny. Stąd też niechęć do poezji hermetycznej, która z zasady stara się stworzyć oryginalny idioklet, stara się stworzyć unikalny język komunikacji między autorem a jego czytelnikami.

24 czerwca 2014, 08:27:02
"wybór poprzedza akt pisania konkretnego utworu" - Może dla autora nie jest istotne, dla kogo pisze, ale dla czytelnika jest istotne, czy utwór ma mu coś do zaoferowania, czy jakoś go wzbogaca. Z poezją hermetyczną jest ten problem, że ogromna większość czytelników nie ma podstawowych narzędzi do czytania tego rodzaju tekstów, nie wie jak się do tego w ogóle zabrać.

24 czerwca 2014, 08:29:38
Ależ inteligentna bestia z tego Franaszka :) Powiedział swoje, tylko tym razem najcierpliwiej wyjaśniając; stworzył konstrukt wielogłosu, wielcy mówią zamiast niego - rzeczy zresztą namacalnie, dotkliwie oczywiste, które wszyscy wiemy, a nawet się z nimi zgadzamy - i proszę, nawet zagorzały przeciwnik zjednany ;)

Wróciłam teraz jeszcze do artykułu - matki, który ujął mnie wtedy zresztą świeżością i bezceremonialnością głosu (skojarzenia: dziecko z "Nowych szat cesarza") i nadal mnie ujmuje - teraz, przy tekście objaśniającym tekst :) mam wrażenie, że Franaszek uśmiecha się pod wąsem zza piramidy tomów na biurku, mieląc przez zęby "skumbrie w tomacie" (wiadomo, o jaką konserwę chodzi, gdy rozumie się procedurę hermetycznego zamykania), ale tym razem wszyscy będą powtarzać zgodnie refren, z gromkim, triumfalnym Pstrąg!

A przecież każdy chyba, niezależnie od rodzaju ulubianej organizacji tekstu literackiego, musiał odczuć na własnej, czytelniczej skórze dreszcz emocji lub dotkliwy jego brak. "Łza Franaszka" była m.in. dlatego tak bulwersująca, że każdy ją kiedyś uronił. Co więc tak negatywnie wzburzyło poetów przy pierwszym, klarownym tekście Franaszka?
Ano widzi mi się, że pominięcia.
Nawet teraz, Arek, dorzucasz swoje propsy.
A mowa przecież nie o 'kto', ale o 'jak'. I najjaśniej rozprawia się Franaszek z jałowością poetyckich ścieżek już w pierwszym artykule, ilustrując fragmenten z wiersza Zdrodowskiego:

o znamiennie autoironicznym tytule ''Wiersz'' buduje miłosno-epifanijny obraz: ''Dzisiaj widziałem cię jak gdyby/ pierwszy raz - bo twoje płowe włosy/ najpierw złapały słońce,/ a potem musnęły moją dłoń/ i ujrzałem twój smutek w nowej dekoracji'', by natychmiast (przestraszony?) unicestwić go wodospadem porównań: ''Miałem czuć się jak lód w procesie sublimacji,/ senny bohater poetyckich denuncjacji,/ znużony producent lirycznych enuncjacji'', a dalej: ''hospitacji'', ''reparacji'', ''regulacji'', ''melioracji'', ''defloracji'', ''adiustacji'' itd. Wierzymy, że autor jest człowiekiem dowcipnym, że ma melancholijną świadomość życia zanurzonego w cytatach. Jakiż jednak z tego pożytek dla mnie, czytelnika? Po co ten popis? Ta prawda jedynie banału, bezradnego wzruszenia ramion? Skoro nie sposób podjąć w wierszu światła na czyichś płowych włosach, może po prostu lepiej nie pisać go w ogóle?(...)"

(Tu moje gorące oklaski, bo to uczucie, że czytam kpinę, namiastkę, wykręt, wreszcie wyrzyg zamiast wiersza, towarzyszy mi nieustannie, gdy poruszam się w dzisiejszej poezji, nie tylko portalowej.)

Piszesz, Arek, bardzo ładnie i demokratycznie: "I generalnie byłbym za szeroką paletą możliwości, czyli - inaczej niż Miłosz i Franaszek - chcę, by np. na liternecie było miejsce, let's say, i dla Piętniewicza, i Parulskiego" - ależ Franaszek nie odmawia miejsca w liter-necie Zdrodowskiemu :)) On tylko śmie wątpić, czy autoironia, (a jadąc po innych przykładach również inne autyzmy ;)) są w stanie ponieść czytelnika w te iliady, akermany, chruśniaki, czy nawet rynsztoki, gdzie ten niezmiennie lubi się wytarzać a nawet wykwilić od tysiącleci. Czy destrukcja komunikacji przyniesie coś w zamian, a jeśli to co, i czy to kupimy po serii reklam.

Piękne i jasne jest zakończenie "Nie wejdziem do królestwa".
Grafik tym razem też stanął na wysokosci zadania ;)


24 czerwca 2014, 09:32:39
Ale przecież utwór może wzbudzać satysfakcję czytelniczą natychmiast po przeczytaniu, a przy kolejnych czytaniach odsłaniać przed czytelnikiem coraz to nowe obszary...

24 czerwca 2014, 10:11:13
Alx, a z tym się bardzo zgadzam: " Być może właściwsza obecnie byłaby zmiana perspektywy i mówienie o literaturze z punktu widzenia odbiorców. Tutaj jest jednak problem - jak zdefiniować albo inaczej wyodrębnić sensowne grupy docelowe."
Na pewno warto je definiować, uświadamiać sobie wciąż potrzeby tych grup. Wreszcie własne oczekiwania wobec relacji z czytelnikiem. Cel pisania - czy stawia się na komunikację, czy na autyzm. Powód wreszcie, dla którego sięga się po taką formę ekspresji, jak pisanie,
[Chociaż wcale nie sądzę, aby odbiorca zmienil się aż tak bardzo w jego najistotniejszych cechach. Czyta wprawdzie szybciej, pobieżniej i wybiórczo (bo i podaż jest ogromna) ale niechby i nawet był grymaśny, wykształcony inaczej, nerwus czy koneser, to ciągle nadal ten sam malutki Robinson Cruzoe, głodny i stęskniony.]

24 czerwca 2014, 10:45:00
Kurde, ale mnie się wyświetla tylko wstęp, reszta za kasę

24 czerwca 2014, 10:47:56
Radosławie: za dużo Wyborczej czytasz.

24 czerwca 2014, 10:53:28
Radosławie - można to ominąć. Nie wchodź przez link, tylko wyszukaj to przez Google. Po wejściu przez wyszukiwarkę artykuły Wyborczej działają, więc ten też powinien.

24 czerwca 2014, 11:29:49
Alx, te narzędzia leżą od dawna na stole, to estetyka recepcji Jaussa, teoria komunikacji literackiej (Okopień-Sławińska, Sławiński etc.) + (z nowszych rzeczy) poetyka kulturowa Greenblata. Trzeba w wierszu zobaczyć nie tylko formy wersyfikacyjne i stroficzne (czym się świetnie akurat zajmujesz), ale równocześnie (!) konwencje estetyczne (w tym zupełnie nowe, które zasysane są np. z popkultury, sieci itp.) oraz socjolekty (nie myl z idiolektami!) konkretnych grup społecznych. I umiejętnie to ze sobą powiązać, zadając pytanie: kto do kogo mówi?

Tylko taki model lektury, moim zdaniem, jest w stanie sensownie opisać to, co dzieje się np. w "Clubbingu" Brewińskiego (i na ten temat wysmażyłem już akurat tekst, więc jak się ukaże, to zareklamuję). Niekoniecznie wymaga to używania hardkorowego, hermetycznego żargonu. To są naprawdę poręczne narzędzia do opsiu dzieła literackiego, niesłusznie zepchnięte na pobocze przez nowomowę współczesnej humanistyki (to jest dopiero autoteliczny bełkot! późny Sendecki to przy niektórych tekstach wręcz przejrzysta czytanka!).

Łzy natomiast, Gosiu, zostawiłbym poza obszarem rozważań i tekstu czy to krytycznego, czy poetyckiego, bo tam jest ich miejsce (ważne!). Chętnie sobie z Andrzejem Franaszkiem popłaczę (BTW. czy dopuszcza płakanie ze szczęścia? z grubej bani?), ale nie czyniłbym z tego narzędzia wartościującego cokolwiek, w tym czyjąkolwiek wrażliwość. A takie tezy pojawiały się w pierwszym jego tekście.

24 czerwca 2014, 13:02:23
A płakanie ze śmiechu mieści we łzie Franaszka?

24 czerwca 2014, 13:03:36
"narzędzia" - ROTFL. Arkadiuszu - zakopane za górami i za lasami ogromnej literatury, którą trzeba sobie przyswoić, aby to pojąć. Tu jest chyba pies pogrzebany. Odsyłasz mnie do jakiegoś gąszcza ciężkostrawnych akademickich wykładni (których przyswojenie nie jest dla mnie problemem, na co dzień przyswajam cięższe rzeczy). Ktoś, kto ma do tego dotrzeć
a) musi najpierw wiedzieć, że to istnieje (skąd ma o tym wiedzieć? w Wyborczej i Wprost o tym nie piszą),
b) potem jednak zdobyć dokładny namiar (którą konkretnie pozycję Sławińskich masz na myśli, bo ci autorzy piszą książki chyba od lat 60. zeszłego wieku, o której pozycji Greenblatta prawisz, bo też na rynku jest ich co najmniej kilka),
c) musi następnie zdobyć te pozycje (ech, no niektóre są na allegro, niektóre są w BUW-ie czy BUJ-u, czy co tam kto ma w okolicy),
d) musi to przeczytać,
e) musi to przetrawić i zrozumieć, a następnie odnieść do swojego własnego doświadczenia czytelniczego.

To dla przeciętnego zjadacza chleba - nawet zainteresowanego kulturą - jest długodystansowy bieg przez płotki. Tymczasem Ty i w niegdysiejszym artykule Gutorow (http://www.tygodnik.com.pl/literatura90/gutorow.html ) odsyłacie ten plebs na ten bieg bez mrugnięcia okiem. To nie jest dobra zachęta dla czytelników. Tu raczej trzeba autentycznego świadectwa mierzenia się z takimi tekstami i autentycznego przekazania poczucia wzbogacenia przez tekst trudny.

24 czerwca 2014, 13:16:06
I w dodatku świadectwa na wyciągnięcie ręki.

24 czerwca 2014, 13:24:01
Alx, coś pokręciłeś za bardzo, ja tam nie odsyłam czytelnika, tylko krytyków i recenzentów: jeśli nie mają do tego zdrowia, to można śmiało zmienić zawód. Moim zdaniem warto raz jeszcze po prostu odrobić lekcje sensownych (polskich) propozycji lektury (a więc lekcję METODOLOGICZNĄ), by umieć poźniej sensownie popularyzować poezję, literaturę etc.

A klasyczne teksty strukturalistów wiszą na chomiku, więc daj spokoj z tym BUJem, bardzo Cię proszę. Greenblata przeczytaj wszystko, co się da. Nic nie zaszkodzi.

24 czerwca 2014, 13:28:58
I niech będzie, że ROTFL. Tak właśnie reagują nawet dzisiejsi akademicy, na to instrumentarium.

24 czerwca 2014, 13:31:38
I jeszcze: dawanie świadectwa nie wyklucza zwykłej rzetelności i konkretnych umiejętności czytania. Tymczasem znów się oddalam, miłego popołudnia.

24 czerwca 2014, 13:32:48
Musisz być zalogowany, aby móc pisać na forum. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się