Grupy >> Dewianci >> Forum >> Ostrzeżenie przed szkodliwymi postami Ninette Nerval
Autor Wypowiedź
Ponieważ na sprawie mogę ucierpieć nie tylko ja, ale i sprzęt a i zbiory dokumentów gromadzone na sprzęcie komputerowym Innych osób (na razie laptop do stawiania od nowa, mam nadzieję, że pliki bezpieczne) publikuję już teraz poniższą informację.
--


STRZEŻENIE - posty Ninette Nerval mogą zawierać odniesienia do niebezpiecznych i wysoce szkodlwych aplikacji zabronionych przez prawo.

Uwaga, mam poważne powody uważać, że niektóre a przynajniej jeden post umieszczony na stronie użytkownika o pseudonimie Ninétte Nerval zawiera sprytnie ukryty mechanizm prowadzący do zarażenia komputera rodzajem wirusa o dość znacznej szkodliwości (jeszcze nie potrafię jej w całości ocenić, mój zainfekowany w całości laptop (WIN 7) będę kurował jeszcze co najmniej kilka godzin jeśli nie dłużej.

Cała sytuacja jest wg mnie dość poważna, natomiast jeśli okaże się, że mam rację podajmę dalsze kroki (na razie mam mocne poszlaki oraz oczywisty MOTYW - powód takiego przestępczego zachowania panny N.N. Jej motywem była "zemsta" za moje posty, które z niewiadomych mi powodów uznała za albo obraźliwe dla Niej albo dla jej prób pisarskich, lub też innych działań, głównie wirtualnych (w Internecie).
Tym bardziej dziwi mnie i zniesmacza taka reakcja dorosłej już przecież osoby,
która jednak, jak widać, jest bardzo wrażliwa nawet nie na krytykę ale nawet na wszelkie teksty, które (częściowo) polemizują z jej (zapewne internalizowanym) obrazem self jako geniusza. Oczywiście, mogę tego typu anomalie zrozumieć, ale boli mnie to właśnie dlatego, że uważałem pannę Ninette Nerval za naprawdę utalentowaną,ale przede wszystkim PRAWDZIWĄ i wolną od pewnej niedojrzałej MAŁOSTKOWOŚCI, tymczasem podobne zachowania nie dają się usprawiedliwić
ani wiekiem,ani stanem rozwoju umysłowego, ani artystycznym zacięciem panny NN.

Jest też oczywiście możliwe, ponieważ nawet korzystając z innego komputera widzę zaburzoną, inną niż zwykle administrację moich stron, że dzięki zastowanemu oprogramowaniu panna Ninette zysała jakąś częściową kontrolę nad moimi zasobami, obejmującą choćby możliwość publikowanioa materiałów w jej mniemaniu mnie kompromitujących. Dlatego, jeśli cała rzecz się potwierdzi, już teraz zastrzegam:

DZIWNE I NIETYPOWE DLA MNIE POSTY, PLIKI, ZDJĘCIA, CZY TEŻ INNE MATERIAŁY MOGĄ W TAKIM RAZIE POCHODZIĆ NIE ODE MNIE LECZ OD OSOBY NIELEGALNIE KORZYSTAJĄCEJ Z UPRAWNIEŃ ADMINISTRATORSKICH MOJEGO KONTA CZY TEŻ INACZEJ ZYSKUJĄC WPŁYW NA KSZTAŁT, TREŚĆ I FUNKCJONOWANIE TREŚCI SYGNOWANYCH TUTAJ MOIM PODPISEM, TJ. MARAT DAKUNIN. POZOSTAJE DLA MNIE NIEWYTŁUMACZALNE DLACZEGO PANNĘ NN RAJCUJE TWÓRCZOŚĆ TAK WĄTPLIWA I TO NA CUDZY RACHUNEK

Jako osoba z natury porywcza ale nie mściwa, nie zamierzam podejmować żadnych innych akcji, z jednym wyjątkiem. Jeśli w wyniku zarażenia wirusem mojego przenośnego komputera dojdzie do utraty plików, których nie backupowałem
od ponad 3 miesięcy, a część z nich jest niepowtarzalnych i nieodtwarzalnych,
podejmę wszelkie działania prawne związane z poniesioną i niestety nie dającą się powetować godziwie szkodą.

Marat Dakunin

07 grudnia 2014, 06:17:38
Ciekawe, czy panna NN odpowie na to OSTRZEŻENIE...

07 grudnia 2014, 11:11:16
Moge jedynie złożyć doniesienie odpowiednim organom....i jutro rano zrobię to!

07 grudnia 2014, 18:15:12
Pokój, pliz.

07 grudnia 2014, 18:18:40
eno, u pana Marata to może tylko metafora???

07 grudnia 2014, 18:56:12
Tyle pustosłowia... teorii spiskowych. Nie warto roztrząsać tak idiotycznych oskarżeń. Mam nadzieje, ze to tragicznie nieudany żart.

07 grudnia 2014, 20:02:55
WD-6739/14
2 Ds-947/14/I/ Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów

Dodanie swojego do mojego może ruszy sprawę:)

07 grudnia 2014, 23:06:35
Nie mogę usunać wpisu więc zaświadczam ze się myliłem i przepraszam za oskarżenie,

Przeprosiny i próba reparacji moralnych i innych we właściwej, rozbudowanej i szczegółowej formie oraz nie pomijając zadnego apektu właściwego przyznania się do pomyłki, odwołania krzywdzącego pomówienia, oraz próby zadośćuczynienia w stosownej, lecz zawsze niewystarczającej formie = ze względu na trwające ciągle problemy na moich komputerach i moim dostępem sieciowym ukażą sie w czasie najbliższym, gdy tylko uda mi się opanować sytuację.

Proszę Admina w zależnosci od decyzji Ninette i jego, o skasowanie wątku lub pozostawnia go celem pręgierza mojego oskarżenia

08 grudnia 2014, 21:44:30
PS
Ja nie składam doniesień do prokuratury nawet na poważniejsze sprawy, bo wiem, że to nic nie da. CHyba, że Pani Ninette ma znajomości lub wpływy specjalne, czego nie domniemuję, ale w zaistniałej sytuacji nawet jej życzę, gdyby dalej chciała korzystać z formy karnej represji

Jeśli chodzi o pozew cywilny w tej sprawie na życzenie służę na priv pełnymi danymi osobowymi i adresem oraz zobowiązuję się nie przeciągać procesu oraz nie bronić argumentami, którymi mógłbym się bronić,szczególnie tymi, którymi obroniłbym się skutecznie.

08 grudnia 2014, 21:47:49
Proszę zauważyć, że jako osoba mająca pełną świadomość naganności swojego zachowania dostarczam dodatkowe - mogące nawet być skuteczniejsze niż sam fakt oskarżenia - powody zastowowania sankcji wobec mnie - wyżej dopuściłem się POMÓWIENIA INSTYTUCJI PROKURATURY, choć domniemanego tylko i nieprecyzyjnego przypuszczenia, że organ ścigania, którego działanie znam z praktyki tylko pobieżnie i nie mogę mieć opinii o całości. Na życzenie mogę przedstawić dodatkowe obciążające mnie wypowiedzi.

08 grudnia 2014, 21:51:22
Jeśli doniesienie Ninette nie zostanie przyjęte albo umorzone chętnie podejmę się w ramach mojej najlepszej wiedzy takiego poprawienia pisma procesowego donoszącego, by zostało przyjęte. CHoć to bardzo trudne, ale postaram się

08 grudnia 2014, 21:53:08
przeproś

09 grudnia 2014, 03:29:20
Przeprosiłem, nie zauważyłeś. Kilka razy też w odpowiednich i wyróżnionych postach na Facebooku.

A co masz przeprosiny za powiedzenie przepraszam i sprawa załatwiona?

Mam w dupie takie przeprosiny i mam powody sądzić, nie uchybiłem Jej bowiem
pod wzdlędem tego co nazywa się wyrastaniem ponad mierną powszechność.
Dla niektórych nie mieściło by się w tym straszenie mnie prokuraturą, ale ja to interpretuje zupełnie inaczej: Panna NN jest po prostu świadoma własnej godności (a Ty jesteś świadom?
TO co wiesz na temat jak wyglądają prawdziwe przeprosiny?

09 grudnia 2014, 10:41:53

Wyliczę enumeratywnie i hasłowo, ale uzasadnię szeroko, bo pewnie trzeba.

Prawdziwe przeprosiny to przeprosiny królewskie.
Spełniają one następujące warunki:

- o tym jak bardzo winny i czy winny się czuje decyduje ten, kto wyrządził (nazwaną tak potencjalnie, poprzez same wyrażenie protestu przez Obrażonego)

- zasadą jest, że w królewskich przeprosinach winny nie bada swojej winy, przyjmuje ją w rozmiarze co najmniej takim jak przedstawia ją, często oceniający sprawę nadmiernie ostro, ale co z tego, Pokrzywdzony.
Zasadą królewską jest w istocie przyjęcie winy w wymiarze cięższym niż mogła by być oceniona przez obiektywnego arbitra, a nawet arbitra sprzyjającego, co naturalne, stronie POkrzywdzonej

- zasadą jest, że królewskie przeprosiny nie szukają okoliczności łagodzących, a jeśli wspominaja o powodach swego czynu, to tylko dlatego, żeby przez uprawdopodobnienie faktu, że nie miały złych intencji a w szczególności jest nieprawdą, że nie cenią lub podważają walory osoby Pokrzywdzonej. Przepraszajacy robi to tak, co wymaga subtelności, która może nie jest mi dana, ale na pewno dana jest, po uspokojeniu nerwów, Pokrzywdzonej Ninette Nerval, żeby uzyskać korzyść emocjonalną nie dla siebie (usprawiedliwia się, że nie miał oszczerczych intencji), ale po to by dać jakieś poszlaki Pokrzywdzonej, że nie kwestionował w istocie Jej zalet, a nawet - co miało miejsce bezpośrednio wcześniej - w formie sobie właściwej, czyli szczerej w ten sposób, że podpadającej pod ironię, i mogącej być zinterpretowana jako obrażliwa czy krytyczna wobec wartości czy talentów Osoby Pokrzywdzonej.

- przepraszający naprawdę nie szuka i nie wskazuje w swoim delikcie ewidentnie tam istniejących sformułowań, które wykluczają kwalifikowanie jako umyślnego naruszenia czci - gdzie pojawia się zawsze tryb warunkowy, domniemanie czy zastrzeżenie oczekiwania na dowód.
Jeśli pokrzywdzona chce wyciągać konsekwencje formalnie np. na drodze prawnej przepraszający nie działa z powodu strachu przez "groźbą zgłoszenia do prokuratury",
a jeśłi jest specjalistą w zbliżonym zakresie a dodatkowo ma trochę doświadczenia z prokuraturami w zakresie ich chęci do czynności procesowych innych niż ewidentne zabójstwa, najlepiej dzieci przez pedofila, oraz ma do czynienia z policją, dla której dopustem bożym są np. zgłoszenia poważnego pobicia - i odsyłają osobę z kwitkiem aby szukałą zadośćuczynienia na drodze procesu cywilnego.
Osoba, która chce właściwie i należycie przeprosić, odpowiednio nawet nie tyle do wagi sprawy, co do szacunku jaki żywi dla przeze siebie niesłusznie Pomówionej, nie powoduje się strachem przed sankcją, czy też, w tym wypadku nie wyśmiewa się z absolutnego braku wyczucia realiów i praktyki prawnej w kraju. Przepraszający, choć karygodnie - gdy dostał wiadomość pierwszy raz straszącą prokuraturą ważył się ją skomentować: Ninette Ty jesteś aż tak głupia (a wyrażało to przede wszystkim niewiarę w takowe domniemanie).
Ta, trzeźwa i oparta na doświadczeniu życiowym, a także na organicznym wręcz u mnie nie poddawaniem się jakiegokolwiek rodzaju straszniom, w szczególności sądowym etc.etc. dodatkowo zwiększa moją winę.

- Przepraszający prawdziwie robie wszystko by, jeśli starania osoby Pokrzywdzonej spalą na panewce, a nawet, co gorsza, poniesie ona dodatkową szkodę, która jest niesłychanie prawdopodobna, wg zasad procesów cywilnych - jest bowiem prawdopodobne, że sąd który będzie najpewniej badał sprawę w miarę obiektywnie (tj. wg przepisów i uznanej praktyki interpretacji) - osoba Pokrzywdzona może nie tyle nie odnaleźć słusznej sprawiedliwości w postaci formalnej kary wymierzonej WInnemu, ale przegrać sprawę i zostać obciążona kosztami procesu, co byłoby już tak jawną niesprawiedliwością, że Przepraszający, jeśli dojdzie do procesu, powinien w miarę możliwości, dyskretnie pomagać Pokrzywdzonej w wygraniu sprawy

To tylko niektóre, wybrane dla specyfiki tej konkretnek sprawy aspekty przeprosin.

Jest jeszcze jeden aspekt formalny: nazwałem na początku takie przeprosiny królewskimi. Czy dlatego, że znów szydzę albo mam się za wyższego od wszystkich?
WProst przeciwnie, czyli dość blisko ale w odwrotną stronę.

Rzecz w tym, że prawdziwie królewskie przeprosiny nie przynoszą nic co kojarzy się z królem czyli wygody, bogactwa, poważania, i w sumie braku odpowiedzialności przy możności dowolnego karania poddanych.
Jest wprost przeciwnie i nikt nie pali się do takich przeprosin, jeśli właściwie pojmie ich konsekwencje.

To tak, jak zabawa w Króla Żydowskiego - z jednym wyjątkiem - wszyscy uważali, patrząc na ukoronowanego, że jest królem szyderczym, królem cierpienia i królem swego jedynie umęczonego ciała. A on był wtedy królem,
i objawiał to co królewskie silniej dla niektórych dusz, a nawet dla niektórych rozumów niż Cesarz Rzymski.

Przeprosiny królewskie zawsze dają więcej niż wynikałoby ze szkody, przeprosiny królewskie nagradzają za wyrządzoną, nawet niebacznie, co dla króla nie jest usprawiedliwieniem, ale dodatkowym oskarżeniem, że takiej niebaczności i nieostrożności mógł się dopuścić.
Przeprosiny królewskie wybiegają na przeciw Pokrzywdzeniu, król ma bowiem obowiązek być pragmatyczny i znać prawo i swoich urzędników, dlatego jeśłi jakaś inicjatywa Pokrzywdzonego może mu zagwarantować więcej zgryzoty niż satycfakcji, król powininen dołożyć starań by do tego nie dopuścić, co jest bardzo trudne i wymaga niesłychanej przebiegłości.

Król wreszcie, a mam na myśli króla ducha, baczy na to, żeby z każdej szkody wynikło jednak jakieś dobro, co więcej: król ducha jest marzycielem i chce pomnażać to, co odwiecznie stanowi godne pożądania prawdziwie wartości.
Dlatego król próbuje dołączyć do przeprosin coś co może stanowić dobro dodane, żeby niejako wynagrodzenie krzywdy Jednej Osoby zostało przypieczętowane przez obdarowanie także innych.

Można nazwać to ucztą, wydawaną bez względy na koszty, na rzecz Pokrzywdzonego, który otrzymawszy już w dwójnasub to co było przez postępek króla zagrożone czy naruszone (bo nie obalone przecież! - ale nie wolno mi o tym mówić, bo brzmi jak usprawiedl.) weseli się teraz i jest poważany przeze biesiadników, którzy dzielą sie dodatkowych dobrem, zupełnie za darmo, tylko dlatego, że król przeprasza tak jak zmusza go do tego jego trudne i często zakończone zupełnie marnie i szybko życie.

09 grudnia 2014, 13:34:16
jakie to s m u t n e ! skąd ta powaga? bo temat królewskich przeprosin bardzo udany:)

09 grudnia 2014, 19:31:33
E, nie smutne, to z ambiwalencji pewnej.

A kwestia królewskich stała się
dla mnie przyczynkiem do wytłumaczenia, czemu
używam tak górnolotnych pojęć..


Odczekałem tyle ile planowałem aby ewentualnie powyższy tekst wzbudził słuszne oburzenie i publikuję dopowiedzenia.

NIEKTÓRZY KTÓRZY ŚLEDZĄ WĄTEK, KTÓRY W KAŻDEJ CHWILI MOŻE ZNIKNĄĆ: kasacja należy do Admina, a decyzja do Pokrzywdzonej Ninette Nerval, której oprócz przeprosin jestem winien szczere podziękowania. Ale one na końcu, bo naprawdę zaskakujące niespodzianki zyskują w czasie.

(Jest to pewien odprysk zasady wartości duchowych, że są wieczne i nieprzemijające nawet poddane czasowi ziemskiemu, a wszystkie wartości związane z materialną słabością choćby tak niewinną jak znudzenie czy zanik ekscytacji seksualnej, są nietrwałe, kończą się zawsze i dodatkowo prawie zawsze, wg zasady, że materia, skoro zjada, to i wydala (to jest taka podzasada, ale ciekawa, prawda? - bo rozszerzalna na człowieczą psychikę, która przecież sama w sobie nie je i nie wydala, ale jednak jest nierozwerwalnie związana z materią. To delikatna zapowiedź ponawianej w różnych miejscach i różnymi słowami i przykładami (i taki, zdecydowałem, mimo całego ryzyka, jest mój sposób formalny na wyrażenie treści tak podstawowwych, tak prostych i tak powszechnie nierozumianych, jakie chcę wyrazić). Dodać przy tym muszę, że należę do tych nieszczęśliwych ludzi, którzy sami nawet jeśli rzeczywiście poprawnie to wszystko ułożyli, to mają wielkie, ogromne wręcz trudności z korzystaniem dla siebie samego z tej wiedzy, w związku z czym żyją często intensywnie, ale cierpią dużo i umierają młodo albo chorzy.
I ja miałem umrzeć, i umarłem, 3 lata temu. Wiedziałem, że dopóki nie znajdę nowego celu podstawowego uzasadnijacego aktywność życiową (jestem bezkompromisowy, jak nie mam motywacji leżę i nic nie robię).

TO PISZĘ DLA CIEBIE NIENETTE, JAKO RODZAJ PRZEPROSIN PRZEZ POWIERZENIE SWOJEGO PRAWDZIEWEGO KSZTAŁTU, JAKO OSOBY Z BOKU I ZWYKLE SKAZANEJ NA TYM WIĘKSZĄ MYLNĄ INTERPRETACJĘ IM WAŻNIEJSZE WG NIEGO I PRAWDZIWSZE RZECZY CHCE POWIEDZIEĆ. Oczywiście te prawdy mają być jakimś lustrem dla TEKSTU KTÓRY CIĘ POMÓWIŁ,i którego, szczerze powiedziawszy nie napisałbym o nikim obcym czy obojętnym. Tak więc, jak często bywa, i co można naprawić, jeśli działa się zdecydowanie i mądrze, choćby i ryzykownie, to zło można wykorzystać do sprawy dobrej. Oczywiście jest to trochę niesprawiedliwe, że pisząc oskarżenie otrzymałem w rezultacie to na co czekałem od dawna, czyli epifanię, nieodwołalną decyzję, pewność nie zejścia z drogi mimo wielkich szans niepowodzenia i motywację. A przy tym nie popadłem ani w szaleństwo ani w pychę tego typu, która zaciemnia każdy umysł, nawet największy.




Tekst powyższy o przeprosinach królewskich przez samo powołanie króla oraz
odwołanie się do standardów i nakazów typowo niepragmatycznych w dzisiejszym powszechnym rozumieniu, trąci w wielu miejscach o zwykle niedopuszczalne w mającej być wartościową literaturze, czy mającym być zrozumiałym a nie niesmacznym komunikatem.

Dlatego zwracam uwagę, na mogący być pominiętą czy uznaną za niestotną

Tak się dzieje zawsze, gdy ktoś, nie mając zewnętrznych atrybutów króla, królem się obwołuje lub zaczyna innych uważać za poddanych ale uważa, że on (np. jako artysta, któremu z definicji więcej wolno, jak się czasami twierdzi, co budzi słuszne sprzeciwy i dyskusje tzw. autorytetów różnej maści. Moje zdanie w tej sprawie uważam za najsensowniejsze a rzadko głoszone, ale nie tutaj miejsce na te dywagacje.

Tak więc król bez dworu (dwór czyni króla, czyni go wojna, zabójstwo, podstęp lub dziedzictwo krwi, które często przynosi po sensownym królu zupelnego degenerata - to zasady pragmatyczne świata, zgodne oczywiście z jego naturą i prawami ludzkiej psychiki, ale zupełnie błędnie i myląco twierdzi się często że świat jest zły, że prawa świata czyli natury są z istoty złe, bo oparte na eliminacji słabszych przez silnych i ciągłym zabijaniu by życ oraz twierdzi się też, co pozornie sensowniejsze i przyjmowane czasami za prawdę, że ludzie są z natury źli, albo mają przewagę złych skłonności, albo lenistwo wyłącza u nich jakąkolwiek postawę, więc stosuje się zasadę: kto nie sprzeciwia się aktywnie złu, umożliwia trwanie i przewagę na świecie zasad, które wskazują poprzez liczne fakty i obserwacje, że ZŁO należy przynajmniej człowiekowi przypisać jako znaczący atraktant.

Tak więc wychodzi powoli na to, że wcielenie się w tzw. Króla Ducha
jest jednak przejawem zadufanego wielkiego fałszu , który jest wszędzie.

Dlatego, jako zabezbiecznie, by stwierdzenia którer tu padają nie zostały uznane za puste i nieszczere, znów, za jakiś czas, by dać ten czas na potępienie.

Oczywiście, niektórzy powinni już wiedzieć, że skoro tutaj pozornie się wybielam i megalomańśko zakładam różne wielkie sprawy, to zostawiłem sobie furtkę i to bardzo wyraźną, tam gdzie mówiłem o przeprosinach królewskich mówiłem też bowiem o królu ducha,

przywołując Chrystusa.




Jest on także, wg legendy dziwnym przykładem na króla, który nie zapracował sobie ciężko na swoją koronę tylko dostał tzw. status Syna Bożego (sama sprawa jest teoretycznie ty słowami czy rozważając inne przykłady podaję główny cel tego co zacząłem. Nagle bowiem i zdezydowanie przekonałem się i zrozumiałem jednocześnie dlaczego nie umiem pisać fikcji, choć próbowałem ale zawsze było to autobiograficzne, albo wprowadzało jakieś ciekawostki, które były może i ciekawe, ale mam tę wadę,że ciekawostki, tak samo jak seks, bardzo szybko mnie nużą. Oznacza to nie tyle, że nie umiem docenić i korzystać z takich przejściowych materialnych przyjemności , choć zaczynam, mam jakiś plan, ale później zupełnie tracę motywację i nic z tego nie wychodzi a wszystko zaczyna mi nie sprzyjać (umówieni już producenci, załatwiona dotacja znika, aktorka, która uczyniłaby Alfę Omegę jedynym polskim muzikalem mistycznym (2 dni przed zdjęciami z przyczyn psychologicznych, jak dostałem w smsie, Kasia Nosowska zrezygnowała z roli:).Takich niedobrych zbiegów okoliczności mógłbym wymieniać dużo. Ale jakże wiele mógłbym wymieniać wręcz nie do uwierzenia przypadkowych koincydencji nadzwyczajnie szcześliwych. Dlatego myślę sobie, ale nie podam tego jako prawdy, dogmatu, czy zasady świata - jak będę z całym przekonaniem pisał o innych, nawet i bardziej podejrzanych tezach - ale dlatego myślę sobie, że jeśli idziemy w zgodzie z sobą w dobrym kierunku, do czego jednak potrzebne jest pewien wysiłek woli, chęć, czasami - przez maksymalistów zwana żarliwością. Nikiedy mówi się o romantyzmie albo idelizmie ale nie lubię tych pojęć oznaczają bowiem w rzeczywistości rzeczy nieprzydatne i nie dające nic "IDEALNEGO" - romantyzm bawi się urokiem chwil, nadzwyczajności, szarmanckości, manier i tajemnicy, lub też inaczej, pojęcia bowiem takie są rozumiane jak kto chce. IDEALIZM ZAŚ, co kiedyś przeczułem niejasno nazywając się IRONICZNYM IDEALISTĄ no i wiedząc oczywiście, że idealiści bez skrupułów potrafili mordować w imię idei, bo ide jest wyższa niż istnienie dla tak rozumianego idealisty - to zresztą sprawa jasna z historii i nie wymagająca komentarza.

Pisząc tekst MANIFEST IRONICZNEGO IDEALIZMU, którego sam nie rozumiałem do końca i który, nic dziwnego, nie został chyba przez nikogo zrozumiany, choć jest najprawdopodobniej celny. ALe zdarza się czasem każdemu, boć i ja nie twierdzę wcale, że jestem wyjątkowy - każdy jest wyjątkowy pod pewnych względem, lecz nie każdy przykłada do tego wagę, zależy to oczywiście od wielu czynników. Z tym, że dar napisania tekstu, którego samemu się poprawnie nie rozumie, tak jest skomplikowany na gruncie bardziej odbioru emocjonalnego niż intelektualnego, a o idealiźmie warto myśleć też sercem, to nas chroni często przed zrobieniem głupoty dla nie istniejącej idei - dar taki jest darem dość przewrotnym, jak szczęście Króla Midasa czy tego chłopca, który zerwał KWIAT PAPROCI ALE NIE MÓGŁ SIĘ Z NIKIM PODZIELIĆ DO KOŃCA SWOIM SZCZĘŚCIEM.


CO JEST NASZYM MITEM -

PISZĘ O TYM, BO OD DAWNA - WŁAŚNIE JAKO OSOBA ODSTAJĄCA OD NORMY (TO KOMPLEMENT!!! - podobnie, lub, jeśli to Cię zniesmacza, pozornie podobnie czy po prostu także odstająca ale inaczej - jest osoba moja.
ZASTANAWIAŁEM SIĘ WTEDY, BYŁEM JUŻ BOWIEM NA ETAPIE ZWĄTPIENIA W SZTUKĘ DLA SZTUKI, WYRAFINOWANĄ KONTESTACJĘ, WYSZUKIWANIE NIE MODNYCH GRAFIK CZY ZDJĘĆ, W KTÓRYCH JEDNAK DOSTRZEC UMIEMY PONADCZASOWOŚĆ CZEGOŚ CO JEST BLISKIE NAM SAMYM, a skoro takie jest, to przecież, będąc szczerzy, otaczamy się tym, by podkreślić swoją odstającą od mediany indywidualność. Itd. itp.

I DLATEGO ZACZĄŁEM SIĘ PSUĆ TZN. PISAĆ O SPRAWACH PROSTSZYCH I PONIEWAŻ ZAWSZE INTERESOWAŁEM SIĘ BOGIEM A NIE MIAŁEM CO DO SPRAW RELIGIJNYCH ŻADNYCH KLAPEK MENTALNO - EMOCJONALNYCH (których chyba nie masz i Ty), co jest bardzo cennym prezentem od losu, bo czasem zależy tylko do jakiej rodziny i katachety trafimy.

Wg mnie pisałem coraz gorzej, oczywiście jak było widać czytelnictwo ucierpiało na tym, bo Bóg i jakieś refleksje nad dobrem i złem to nie są rzeczy dla wysokiej literatury. Jak wiadomo od dawna najinteligentniejszy jest Szatan, o czym miałem się okazję przekonać osobiście. Dodatkowo wcale w niego nie wierząc, co nie przeszkodziło, bym - jeszcze z majaczącą gdzieś w głowie wypowiedzianą ustami ostatniej Kobiety którą kochałem, nagle, z nocnym dreszczem, gdy obudziliśmy się jednocześnie mową szalona a dokładnie zdaniem: "Tam był szatan i on zrobi z tobą wszzystko, wykręci cię na jaki kierunek chce".
Tak, tak, kto chce ufać swej inteligencji i rozwija tylko ją (czego ja nigdy nie robiłem, inteligentni wg mnie są logicy, matematycy, informatycy, fizycy kwantowi - dodatkowo sprytni, bo nie rozumiejąc zasad korzystają z nich w praktyce - TY JESTEŚ WYDAJE MI SIĘ INTELIGENTNA - i napisałem do Ciebie kiedyś czy mogłabyś mi przesłać jakiś swój artykuł o Wittgensteinie - bo wiedziałem, że to Twój luby, no i na akademiii profil wskazywał na aktywność,ale brak zbiorów. Pytałem naprawdę ciekawy.
Bo w zasadzie, dopóki ktoś się nie odezwie i nie udowodni że tak nie jest (niektóre osoby mają taki dar, że potrafią przeprowadzić taki dowód jednym zdaniem - jak to się dzieje, nie wiem. Może celowo się kryją. Bowiem być uważanym za mało rozumnego zaoszczędza - jak może wiesz (czy nie?) wiele kłopotów, a bycie NIEROZUMNYM, NIESKAŻONYM POTRZEBĄ MYŚLI NADTO W OGÓLE GWARANTUJE ŻYCIE JAK W MADRYCIE, przy których osoby, które ciągle coś rotrząsają, także siebie, i popadają przez to w autostymulowane choroby jak nerwica czy lekka depresja. NIe ma żadnej potrzeby rozwijać tego - zwracam się apostrofą do Ninette, która nawet jeśli tego nigdy nie przeczyta, albo odbierze to jako także złośliwe czy przewrotne - całe te moje teksty - jest teraz w ramach tej części wynagrodzenia szkody, którą ja uznałbym za najwartościowszą, czyli zrozumienie osoby i zachowania drugiego człowieka i zrozumienie, że człowiek ten mógł zareagować na tyle dziwnie nie ze złych myśli czy zamiarów, ale właśnie z długiej już wirutalnej i bardzo bardzo powierzchownej znajomości, dziewczynę jednak, która pisała filozoficznie na poziomie i która wybrała Wittgensteina - zresztą nie te fakty o tym decydowały, a wrażenie intuicyjne. Co do Wittgensteina w ogóle nie czytałem go poza fragmentami, więc byłem ciekaw Twoich ujęć, i podejrzewam, że nie zrozumiałbym połowy z tego, co Ty twórczo możesz nawet analizować.
Ale Wittgenstein - także intuicynie, co wsparte było bardzo ubogą znajomością jego stanowiska filzoficznego, był mi - będąc obcym - bliski. Dopiero chyba teraz zrozumiałem do końca i najlepiej dlaczego. Być może to on najlepiej, jako filozof z natury analityczny a nie metafizyczny potrafił być na tyle otwarty i na tyle przezorny, a przy tym uczciwy intelektualnie, że biorąc całościowo jego założenia, takie jako znam z okresu - nawet tylko TF, nie trzeba mi późnego okresu - w traktacie niemal całkowicie wyglądającym na zimny racjonalny materialny twór, odzierający świat z wszelkiej metafizyki, znajduje się, jedyna chyba wyrażona przez filozofa analitycznego, a mi znana - czy raczej - przeze mnie tak interpretowana zasada łączności (choć Wittgenstein stawiał granicę i zakazywał o tym mówić!) matematyki i materii z metafizyczną irracjonalną przeczuciową sferą, którą umieścił perfekcyjnie w miejscu na styku świata i ducha, co nazwał mistycznym, a co ja, trochę nonszalancko uważam za dowód na jedność i przenikanie się zasad materialnych i psychicznych (Duchowych to słowo które trochę inny kontekst, oczywiście zajmę się tym z precyzją jaką nie zajmował się nikt dotąd mi znany, a to z powodu, że pisał o duszy wierząc w nią (lub chcąc by istniała) albo pisał o duszy wierząc lub będąc pewnym, że coś takiego nie istnieje, a mózg i świadomość to funkcja materii..

Dziwnym trafem jestem uwolniony od potrzeby wiary, czy to w istnienie Boga czy duszy, a jednocześnie, jeszcze dziwniejszym, mam intucyjny pociąg do tych "tematów" które wyczuwałem od zawsze jako najistotniejsze. Być może za wcześnie mi tutaj deklarować, że mnie stać włąsnie będzie na chłodną obiektywność i zbadanie wszystkich faktów bez ukrytych założeń - a to zwykle wystarcza, żeby poznać prawa nie tylko natury ale i ducha!!

TRAGIKOMICZNE JEST, ŻE DUALIZM - CHOĆ JEST NAOCZNY - JEST POZORNY.

Tu kończe ten wywód, mam nadzieję dla Ciebie ciekawy, zdradzając jeszcze, że kilka razy nie wprost a teraz wprost, że zadawałem Ci nazbyt ukryte pytanie:
JAKI JEST TWÓJ CEL, CZY ZNASZ JUŻ POWÓD DLA JAKIEGO PISZESZ? CZY TWÓJ EKSPONOWANY TALENT ZOSTAŁ PRZEZ TWOJE SERCE I INTUICJĘ POTWIERDZONY, JAKO JEDYNIE DLA CIEBIE WYBRANY, - BO SĄ LUDZIE KTÓRZY NA WŁASNE ŻYCZENIE WYBIERAJĄ TRUDNIEJSZE NIŻ INNI ZADANIA - CHCĄ OSIĄGNĄĆ TO CZEGO ..MOŻE NAWET NIKT JESZCZE NIE OSIĄGNĄŁ W DZIEJACH.
ALBO CHCĄ BYĆ CZYTANI, CHWALENI, POPULARNI, MODNI, UWARZANI ZA MAJĄCYCH WYJĄTKOWĄ KLASĘ ORYGINAŁÓW.

Ale to są przejściowe sprawy, choć przyznam, że im większa popularności i nagroda nas spotyka, tym trudniej później zmienić misję życiową, choć coś mówi że trzeba. Wypaleni pisarze i poeci - pijacy, którzy nic już nie napiszą, a to co napisali po latach okazało się, że wtedy oceniane jako błyskotliwe, nowatorskie i świetne artystycznie jest kompletnie zapomniane, bo zmieniły się gusty, a gusty nie decyduję o tym co jest SZTUKĄ. O tym decyduje wizja, przymus twórczy i czasem talent.

POTRAKTUJ TE WYRAŻONE WPROST TUTAJ PYTANIA Z DOŚĆ OCZYWISTYMI I MOŻE MORALISTYCZNYMI KOMENTARZAMI, ALE CHOCIAŻ KIEDYŚ DBAŁEM BY NIE MORALIZOWAĆ, TO TERAZ MAM TO W DUPIE, BO WSTYDZIMY SIĘ I SŁUSZNIE MORALIZOWANIA OPARTEGO O FAŁSZYWE ZASADY, A JA MORALIZUJĘ, CHOĆ SAM UWAŻAM SIĘ ZA GORSZEGO MORALNIE NIŻ PRZECIĘTNY CZŁOWIEK, STAWIAJĄC TYLKO PYTANIA, KTÓRE MI WYDAJĄ SIĘ WAŻNE. DLACZEGO TAK JEST? BYĆ MOŻE URODZIŁEM SIĘ W KOŃCU NA NOWO,
BO 3 LATA TEMU UMARŁEM i DŁUGO LEŻAŁEM PO CIEMKU :) - nie mając już celu życiowego, a wcześniej była nim złudna i naiwna, choć niekiedy uważana za mądrą i szlachetną, wiara, że miłość może trwać wiecznie i że prawda i całkowite oddanie, i różne dodatki typu czułość, opiekuńczość, zabawa, wspólne przygody czy - last but not least, a przyznam się teraz, że "KRÓLEWSKIE PRZEPROSINY" przyszły mi do głowy także dla tego, że jestem dość przywiązany do swojego znaku astrologii Zachodniej czyli Lwa, i to Lwa 88, na nieszczęście kumulującego cechy znaku do granic szaleństwa, Oczywiście nie wierzę w astrologię, ale pewne znacznie jej przyznaję, co może kiedyś wyjaśnię, a i już pisałem o tym dawniej, ale dość nieprecyzyjnie.
Tak więc celem mojego życia przez ponad 30 lat była MIŁOŚĆ I PRAWDZIWOŚĆ, co sprawiło, że cały czas byłem chłopcem i tak się czułem, nigdy nie czułem się dorosły. Etap ten owocował chwilami, miesiącami wielkiego szczęścia i jeszcze większej rozpaczy, i, co zawdzięczam nie wiem komu i czemu, może SPRAWIEDLIWOŚCI WYRÓWNAWCZEJ, która obarczając kogoś nierealnymi dążeniami daje mu coś w zamian, nie mogę i nie nazywam go ani błędnym ani złym. Co więcej wszystkie kobiety które kochałem nauczyły mnie czegoś co teraz uważam w sobie za najcenniejsze, i lubię powtarzać, że ja to właściwa suma moich miłości. Ale oczywiście już za pierwszym razem zdałem sobie sprawę, że mówiąc o prawdzie i gloryfikując idealną miłość, sam mam dziwne problemy z miłością. Dokładnie: nie jest ona nieegoistyczna i z czasem zamiera.
To jednak nie nauczyło mnie, że należy zmienić wartości i drogę, nauczyło mnie tego dopiero 5 Ukochanych i przeznacznie moje, ostatnie i niosące największy dar - M - a był to dar niesamowitej irracjonalnej miłości zesłanej z nikąd, która została zabita w chwili największej wiary, że spełnia się miłość życia. To pozwoliło na śmierć. (>>>)
Jak widzisz w historii prosto z życia patos jest naturalny, ale czy tekst został napisany tak, by nie razić - tego nie wiem. Nigdy nie byłem przekonany o swoich umiejętnościach czysto warsztatowych i chyba z tego powodu pisałem często nadmiernie skomplikowanym językiem, przyznam jednak, że starałem się nadawać mu klasyczną elegancję.

A NA KONIEC ZAKOŃCZENIE SPRAW KRÓLEWSKICH Z ZAPOWIEDZIĄ, ŻE JESZCZE NIE JEDNA KOMPROMITACJA ZAISTNIEJE, TUTAJ, W TYM TEKŚCIE, MOŻE ZUPEŁNIE TUTAJ NIE MA MIEJSCU, ALE ZNAJDZIE SIĘ ON, PO DROBNYCH PORZĄDKACH NA POCZĄTKU PIERWSZEJ KSIĄŻKI KTÓRĄ NAPRAWDĘ MAM OCHOTĘ NAPISAĆ.
A DO CAŁEJ SPRAWY PRZYCZYNIŁO SIĘ TAKŻE TO, ŻE UTRACONE PLIKI Z OSTATNICH JAKICHŚ 2 MIEŚ. ZAWIERAŁY WŁAŚNIE PRÓBY, ALE ZUPEŁNIE INNEJ BAJKI.
I WIDAĆ, BO WIARA W SENS TEGO BEZNADZIEJNEGO Z POZORU PROJEKTU MI NIE SŁABNIE, A WŁAŚCIWIE NIE WIARA, BO WIARA JAKO TAKA BYWA BARDZO SZKODLIWA, ALE COŚ CO MOŻNA NAZWAĆ, BY UNIKNĄĆ ŻAŁOSNEJ NADZIEI, TOWARZYSZĄCĄ MI A ZESŁANĄ NIE WIEM OD KOGO SKĄD I GDZIE DOBRĄ MYŚLĄ

A więc:

Otóż, jest to dość pewny sposób, żeby wyjść nawet nie tyle na bufona co na szaleńca.

Dlatego tak tą sprawę na jakiś czas zostawiam, opowiem Wam tylko jak pewien pisarz znazał sposób by przedstawić historię Drugiego Przyjścia czy też Drugiego (albo 58ego,nieistotne) tak, że mówi ona więcej prawdy o Chrystusie niż okaleczone cenzurą Ewangelie. Albo nie, nie opowiem tego tutaj. Taki piękny tekst pod takim miszmaszem,

który to tekst - O! Panno która będzie należycie Przeproszona,
bo procedura dopiero się zaczyna,
nie z dezynwoltury czy bezczelności pozostawiam w formie w jakiej był pisany, a więc z lekko pomieszanymi wątkami, ale nie gubiącymi się w dygresjach i nie nieczytelnymi jak te, które były efektem pierwszych treningów. Jak widać trening czyli wysiłek jest pewną receptą na pozytywną zmianę.,

Z wyrazami szacunku

Marat DAkunin

PS. Cenię mocno p. Woleńskiego (a w korespondencji mam jego docenienie moich mocno poplątanych esejów), sam nazywałem sam siebie agnostykiem w pewnym okresie, , ale teraz tak nie czynię, bo sam nie wiem jak się nazwać. Grunt w to, że wierzę, że Bóg, a więc i sens i cel dający najwięcej i najhojniej i sprawiedliwość, bo to wymienne pojęcia, o czym się często zapomina

09 grudnia 2014, 20:02:20
Może jeszcze dzisiaj napiszę tutaj kilka zdań w formie nienagannej, by wyrównać WSZYSTKIM, nie tylko NINETTE, której wg mnie tłumaczyć rzeczy oczywistych nie trzeba, odczucia niesmaku i pogardy do autora takiego tekstu czy też dać siupryzę takim, którzy czytać próbowali ale nie dali rady doczytać do końca zrażeni ilością niestaranności językowej. Przede wszystkim zaś tym, którzy jednak czytają (Małgo Koehler to jest jest przykład wręcz klasyczny) i słusznie się martwią o piszącego, czyli mnie, wierzą bowiem - po jakichś tam objawach - że sam w sobie mogę napisać coś naprawdę wartościowego, co trafi do szerszej niż hermetycy i masochiści czytelniczy, grupy. Ale z jakichś dziwnych powodów ciągle sobie szkodzę, korzystając z formy tak odstręczającej, że niweczy wszelkie przymioty treści. Ale już śpieszę z wyjaśnieniem, że ten impas się kończy, bo przyjąłem nowy cel życiowy jako podstawowy i, chociaż chcieć by utwór ściśle realizujący ten cel się udał choć w części byłoby straszną naiwnością lub straszną pychą, to jednak - zbiegiem okoliczności - zdecydowałem nieodwołalnie, że będę podążał tą drogą.

Beckett szedł kiedyś drogą trochę podobną, i bardzo wytrwale, ale nie mam jego daru wielkiej miłości do ludzi, która objawiała się w tym, że przedstawiał przede wszystkim bezsens egzystencji, ludzkie wady, fałsze, nonsensowne walki itd. Nie, nie mam tego daru, bo nie potrafię kochać ludzi jako gatunek, może także dlatego, że doszedłem w końcu wniosku, że bezsens i krzywdę zawsze fundują sobie ludzie sami, choć bardzo często bez żadnej złej intencji. Może też dlatego, że nawet w artyście, który poświęcił swoje autentyczne emocje sztuce i do końca - świadomy tego i zgorzkniały - nie chce - choć ciągle ma jakąś drogę ratunku, - lecz nie chce zmienić swojego losu. Taki jest Krapp, z monodramu Becketta "Ostatnia taśma Krappa", który to utwór - formalnie - łatwo może być uznany za formalnie odstręczający przykład, ale ma pewną przewagę nad np. poezją czy prozą, mianowicie jako utwór sceniczny może być atrakcyjnie zagrany, co ułatwi znacznie jego percepcję. To, że Krapp jest postacią tragiczną i że wybiera spalenie całkowite tego, co jak każdy człowiek posiadał (chodzi o normalną świadomość i emocjonalność), ale co wykorzystał dla sztuki. Rzecz w tym, że Krapp wie już, że kupił za cenę życia fałszywą wartość, i może z zemsty i przekory (bardzo dobrze rozumiem przekorę tego typu, bo jest ona jedną z moich poważniejszych wad) postanawia umrzeć bezsensownie, choć ma jeszcze, Beckett tego nie sugeruje, ale mi to wolno widzieć w tej sztuce. Najważniejszym i zupełnie nierozumianym w większości zdaniem jest zdanie kulawe (bo niedokończone - nie podającym ważnego przedmiotu do którego się odnosi orzeczenie, co wyłącza w zasadzie standardowe rozumienie tego przekazu jako kulminacji monodramu.

BECKETT GUBI CELOWO KOŃCÓWKĘ NAJWAŻNIEJSZEGO W SZTUCE ZDANIA - I WYGRYWA

Tak, mi się w zasadzie nie zdarza gubić końcówki aż tak jawnie.

Beckett zapewne (jako świadomy i genialny twórca, choć tak trudny i tak czasem źle rozumiany - dalej!) zostawił to zdanie celowo niedopowiedziane.
Co mnie łączyło z Beckettem to chyba niechęć do zbytniego objaśniania czy walenia kawę na ławę, w sprawach, w których konieczna jest metaforyczna otwartość na różne rozumienia, a nie przesądzenie o jednym tylko znaczeniu zdania, odartym wtedy zwykle z tego co w nim było najciekawsze, czyli Tajemnicy.

ZDANIE TO BRZMI ZGOŁA ZWYCZAJNIE i WYRAŻA DEKLARACJĘ KRAPPA, ŻE NAWET JAKBY MOGŁY WRÓCIĆ JESZCZE DOBRE CZASY (bo Krapp wspomina swoją młodość, miłości itd.) TO NIE CHCIAŁBY ABY WRÓCIŁY. MÓWI TO DWA RAZY DLA WIĘKSZEJ STANOWCZOŚCI.
ZDANIE NIEDOKOŃCZONE BRZMI (z głowy piszę, wiec może być leciutko przekłamane, ale nie co do kluczowego rozumienia) I OPIERA SIĘ NA TYM, ŻE KRAPP NIE PRECYZUJE ANI NIE WIĄŻE Z JAWNYM WYBOREM CZY PRZEDMIOTEM SWEGO WYBORU, KONSTRUUJĄC JEDNAK TĄ WYPOWIEDŹ JAKO TYPOWĄ DECYZJĘ ZE WSKAZANIEM UZASADNIENIA.

"Nie, nie chciałbym aby wróciły, teraz gdy mam w sobie ten ogień, już nie".

Nie podam tutaj interpretacji krytycznej, w zasadzie zgodnej z moją, co się nie tak często zdarza, bo domyślić się znaczenia nie jest wcale tak trudno, trudność jest pozorna, a więc jeszcze trudniejsza niż się wydaje.

ZAGRYWKI Z NIEDOPOWIEDZENIAMI

Dlatego ceniłem otwartość metafory, a ponieważ mam kolejną ważna wadę, która nazywa się zwykle: przekleństwem przesady, to moje metaforyczne mówienie o sprawach Tajemniczych było tak hermetyczne i tak metaforycznie i symbolicznie wieloznaczne, a więc dla czytelnia czy widza po prostu niejasne, albo pozbawione treści, że nie dziwiłem się w zasadzie, że utwory te trafiały tylko do wyjątkowych świrów, albo wyjątkowych poszukiwaczy
trudności, jakby trudności tego typu miały w sobie jakąś wartość.

Gdy się zorientowałem, że nie potrafię po prostu prawdziwie napisać metaforycznie przyjaznej szerszemu gronu opowieści lub pokazać podobnego w założeniu filmu, przestałem się tym zajmować. Przy czym nie chodziło tutaj o kwestię braków warsztatowych i lenistwa, co jest częste, a co w czasach kiedy najwięcej jeździłem po tzw. polskich festiwalach kina niezależnego, ze zdziwieniem obserwowałem u 80% twórców podstawowe braki techniczne, które uważałem, jeśli chodzi o film, za wyjątkowo rażące. Nawet doświadczeni nakręceniem 1000 filmów uznani Twórcy Niezależni wykazywali tę nieprzemakalność na doskonalenie warsztatowe. Nie wiem, może uznawali to za programowe dla amatora, czyli kochającego film bezinteresownie. Doświadczenie podpowiada mi jednak, że powody były inne i niezbyt mądre (..)

TUTAJ:
(pozdro dla Pana Pulsa i pana Kona i całej UNICA, oraz pozdro dla hotelu Abbakus w Berlinie, który przyznał nam za pierwszy film, który zrealizowałem we współpracy z moim przyjacielem, Pawłem, wyróżnienie w postaci bliżej nieokreślonych ufundowanych przez hotel nagród i który oczywiście nigdy nam rzeczonych nie przysłał, i co typowe dla niektórych, mniejszościowych, przeglądów filmowych, nie powiadomił nawet o fakcie przyznania jakiejś nagrody. Sprawą nieistotną w sumie jest to, że ten film znalazł się na tym festiwalu bez naszej wyraźnej zgody, bo Federacja pokazuje na forum międzynarodowym wybrane przez siebie dowolnie filmy niezależnego z danego roku. Mniejsza o to. Pozdrowić mogę jeszcze Słowenię, którą - co ma aspekt dla mnie humorystyczny, trochę w stylu Borata - zawojowałem bezapelacyjnie, zdobywając trudnymi obrazami nagrody we wszystkich kategoriach, tj. pierwszą nagrodę - Złoty Medal - za eksperyment (choć film nie był w zasadzie filmem eksp.) oraz dwie trzecie, zwane ładniej Brązowymi Medalami, w dwóch pozostałych kategoriach czyli filmu fabularnego i dokumentalnego. Przy czym i jeden i drugi nie były stricte fabularne, ani dokumentalne.
Jakaż było więc moje i przyjaciela zdziwienie (2 z tych filmów zrealizowałem zupełnie sam, ale pożyczając sprzęt od przyjaciela, 3 zaś zainicjowany przeze mnie zrealizowaliśmy wspólnie - jako eksperymentalny dokument, który jest chyba najnormalniejszą wypowiedzią medium filmowego, jaką chciało mi się zrealizować, choć zmontowałem go i uwypukliłem treści najbardziej w nim niecodzienne, paradoksalne i wymagające skupienia a nawet myślenia o treści dokumentu czyli prób własnych interpretacji. Film ten, jako jedyny który uwzględniał choć w części tzw. ranking chodliwych na festiwalach tematów, a uwzględniał przypadkowo, przyniósł wiele poważniejszych niż inne nagród, w tym ciekawą bardzo i hojną nagrodę nadaną w Łapach.
Tutaj znów doświadczyliśmy, niczym niektórzy Nobliści, zaskoku totalnego, bo krajowy przecież i posiadający bezproblemowe dane kontaktowe przegląd, co prawda w mieścinie niewielkiej, ale ja takimi nie pogardzam, nie odezwał się ni słowem ani o przyjęciu filmu do projekcji, ani o jakichś terminach ani wreszcie o zdobyciu najważniejszej pierwszej nagrody z całkiem niezłym bonusem w postaci zestawu kina domowego z 5 głośnikami.
Kończąc te prawdziwe anegdoty, dodam, że fakt tej nagrody, bo o festiwalu zupełnie zapomniałem, również przypadkowo odkryłem prawie rok później w Internecie. I nawet nie myślałem wnosić o wydanie nagrody, ale miałem wtedy pragmatyczną koleżankę w rejonie bliskim ŁAPOM, która dodatkowo miała dość pewną pozycję w urzędach samorządowych jako dr ekonomii/socjologii miasta - pracowała na niejednym etacie w Białymstoku, a pochodziła z Zambrowa.
Zadziałała ona niezwykle skutecznie, - tak, że sprzęt nadszedł, co było jedną z większych niespodzianek, które mnie spotkały.

ALE PO TYCH LUŹNYCH WSPOMNIENIACH WRÓCMY DO SEDNA TEGO WPISU

Wyżej zamieszoną wypowiedź, zbyt długa, zbyt wielowątkowa i nazbyt obciążoną ilości zgubionych kontynuacji zdań czy poważnych błędów stylistycznych zostawioną co prawda celowo, jako świadectwo bałaganiarstwa w języku i jako najbardziej autentyczny zapis emocjonalnych przemyśleń, przy czym po upewnieniu się, że to co w tekście najważniejsze zostało ujęte zrozumiale i podług reguł języka, przynajmniej spełniającego podstawowe standardy.

Zasada, że formę sobie można dowolnie obrać albo zmodyfikować zastaną jest fałszywa. Co prawda dała one pewien zysk twórcom i krytykom, którzy pierwsi wymyślili, że można się w celach artystycznych posłużyć absurdem, bełkotem czy czymś pozornie sensownym, ale w rzeczy samej zupełnie sensu pozbawionym traktatem, albo po prostu uczynić sztuką przedmiot popularny, czy też nawet sztubacko zażartować. Przykłady nasuwają się same. Większość tych udanych eksperymentów miała jedną cechę - mianowicie została uświęcona jako sztuka tylko gdy dana technika została użyta po raz pierwszy, i niejako zamykała automatycznie drogę innym do korzystania z tej formy jako sztuki - i dobrze,
choć bywają mocno trzymające się wyjątki (szczególnie w sferze krytyki i rynku sztuk pięknych rozumianych głównie teraz jako INSTALACJE CZY RÓŻNE UKŁADY PRZEDMIOTÓW, WYMAGAJĄCE DUŻYCH POWIERZCHNI PREZENTACYJNYCH, to też jak wiemy wchodząc do sali jakiejś galerii sztuki nowoczesnej jest ona poświęcona w całości, z racji rozmiarów dzieła po prostu, jednemu utworowi. W przypadku galerii klasycznych jest oczywiście odwrotnie.
Całą sprawą zresztą zajmę się staranie i zupełnie gdzie indziej (..)




Łamiące regułę, że warsztat jest zawsze ważny, próby pisania czy malowania a grania już rzadziej, czy filmowania bo w tych mediach najlepiej widać braki warsztatowe i choć niektórzy próbują, to trudno im przekonać nawet laików, że to nie braki a świadoma decyzja czy obrany minimalizm formy. Utwory stworzone bez wysiłku nad formą, który Staff przyrównywał do pracy ciężkiej i niewdzięcznej i wcale niepoetyckiej, pozornie zgoła (pozdrowienia dla Albrechta Durera) są przeciwne naturze sztuki, dlatego ja, nigdy - co można łatwo sprawdzić - nie nazwałem się np. poetą.

Nie spełniam ważnego warunku ciężkiej pracy nad tekstem i szlifowania jego diamentowej zawartości, aż stanie się poezją - czyli utworem, do którego nikt nie chciałby niczego ująć, czy też czegoś mu dodać.

Poezja bowiem, nawet gdy opowiada o sprawach wcale niepięknych, z formy powinna być piękna, czyli doskonała formalnie (brzydota też jest piękna bo to pojęcia względne i zmienne - prawdziwe piękno nie po ocenie stricte estetycznej się poznaje, ale po Starożytnych, a obecnie zupełnie zakwestionowanych dziś kryteriach, które wiążą sztukę i piękno które objawiają niektóre dzieła sztuki z takimi elementami jak: uniwersalność, trwałość, niekiedy dar oddziaływania tak samo, albo mocniej nawet na ludzi zupełnie sztuką nie zainteresowanych, czy zupełnie niewykształconych (mawia się, że sztuka wysoka musi być samoświadoma. Ja też tak uważałem, ale zmieniłem zdanie i to twierdzenie obalę, kiedy przyjdzie pora na wątek, który tutaj zajął aż tyle miejsca tylko dlatego, że naświetlał lepiej mój stosunek do kwestii estetyczno - praktycznych.

Reasumując: Pisałem często, że nigdy nie poprawiam raz napisanego, nie szlifuję, nie modeluję - i tak jest ze wszystkimi tekstami, choćby tymi opatrzonymi etykietą "poezja", co jest prowokacją, ale innego rodzaju niż zalewające liternet prowokacje czynione z nudów albo dla zabawy.
Zatem nie spełniam warunku koniecznego dla twórcy, i być może nie spełniam go także w przypadku prozy. W filmie przywiązywałem od samego początku wagę do estetyki, co było dla mnie ważne i automatyczne niejako, z prostego faktu, że miałem tzw. wyczucie opowiadania obrazem, nawet eksperymentalne. Jak wiadomo są np. fotograficy, którzy choć profesjonalnie trzaskają tysiące zdjęć, ale są i amatorzy, którzy po prostu widzą więcej i ciekawi ich otoczenie estetycznie i nie tylko, którzy potrafią banalną okolicę czy standardowy portret wykonać tak, że ma on cechę widzianej przez wszystkich oryginalności i określane bywa najczęściej dobrym zdjęciem.

Jak więc mówiłem film porzuciłem raczej, ale za to zacznę więcej fotografować, choć chyba nie mam szczególnego oka (znam niesamowitych pod tym względem amatorów) i dodatkowo jestem jakoś skażony obrazem ruchomym (bardzo często bowiem spotykam się z oceną mojego zdjęcia jako bardzo filmowego).

Tak więc, poruszając tutaj sprawy formy, bałaganu, wspominając pewne sprawy prywatne tak jak miały miejsce niczego nie dodając z fantazji ani niczego nie ukrywając, bo wstydzić się mogę tylko jednej rzeczy z tego zakresu: że rozwaliłem trochę dość ważny przegląd filmowy w Jaśle, będąc tak bezczelnym komentatorem, i zachowując się w sposób tak ekscentryczny, że stanowiłem poważny problem dla organizatorów i w efekcie mogłem coś dobrego popsuć.
Picie bowiem nastraja do takiej swobody, a ja dodatkowo byłem nieusuwalny i niezakrzyczalny, przy czym chamski w ten sposób, przed którym trudno się bronić (nie powiem jaki) i choć pijany, logiczny i szybko reagujący myślowo.
Tego się wstydziłem, ale to w zasadzie należy do sfery imprez a nie utworów.

10 grudnia 2014, 03:23:04
"If you help others, you will be helped, perhaps tomorrow, perhaps in one hundred years, but you will be helped. Nature must pay off the debt...It is a mathematical law and all life is mathematics." - G. I. Gurdjieff

10 grudnia 2014, 04:46:30
...

Drogi Maracie - tekst Twoich przeprosin przeczytałem pobieżnie (jeśli taka forma lektury jest w ogóle możliwa i... widzę to tak...

rozumiem, że przeżywasz kryzys... to szlachetne i pewno może rokować rozwój...

ja jednak w dynamice Twoich "skurczy" widzę poważne zagrożenie... bardzo poważne...

rozszcepienie, wokół którego zastygłeś... może zwiastować katastrofę...
niestety, rozszczepienia to do siebie mają... że pielęgnowane nie chcą się zrastać...

Drogi Maracie - rzeczywistość nie wytrzymuje potęgi ideału...
ona nie jest skrojona na miarę wyobrażeń... a wiara w potęgę szlachectwa myśli (szerzej - intelektu, w tym Najwyższego)... często pozostaje jeno naiwnym kwileniem nad krawędzią obrzydliwego ciała...

Maracie - wzywam Cię - WRACAJ!!!!!!!!!!!

karą za wybujały idealizm jest choroba...

nie chcę, abyś zwariował...

istnieją inne, mniej spektakularne wprawdzie, ale dopuszczalne formy godzenia Logosu i Materi...

Maracie...

miłość to nie ta-czy-tamta kobieta
Bóg nie przemawia do... szlachetnych
literatura nie nagradza... upartych...

często - wiara wymaga zgody na jej brak
a świat pragnie by kochać za podłość i mizerię, nie zaś - oczekiwany - ład i harmonię!!!

często - celowość stworzenia oznacza jego bezsens...
a - piękno przywdziewa szaty... splugawienia i ohydy...

Maracie...

wzywam Cię - jedynym źródłem zbawienia - jesteś Ty sam!!!

jedynym obowiązkiem tak pojętego celu jest - Walka o Siebie!!!

drogi Maracie - jak wnioskuję - jesteś człowiekiem przed 30tką...

Twój Świat wydaje się... PĘKA...

wzywam Cię z głębi tego PĘKNIĘCIA... WALCZ!!!...

ocal, co da się ocali, bo - wierz mi - Niczego innego tam nie znajdziesz...

jeśli jest jakiś Bóg - powtarzam - jeśli!!!... zdołasz Go ocalić!!!

ale - nigdy odwrotnie

On - Ciebie nie ocali!!!

...

10 grudnia 2014, 12:55:42
bosz, Arturze! jak ty pieknie nawolujesz!

10 grudnia 2014, 14:24:22
draznia mnie twoje zabiegi formalne - wielokropki, wykrzykniki, rozstrzelenie - w mdlacym nadmiarze. gdyby nie to, moznaby uznac, ze Andrzej Bobkowski jako zyw!

10 grudnia 2014, 14:29:26
a Marat do strzyzenia - sztuka jest pisanie, ale pozbywanie sie w pisaniu nadmiaru/ rzeczy zbednych - sztuka jeszcze wieksza jest.

10 grudnia 2014, 14:31:25
temat wiodacy uznaje za abstrakt i, jako taki, calkiem ciekawie sie rozwija ( wliczywszy watek z dzialu wiersze, ktory niestety zniknal, a szkoda, gdyz stanowi niezly antrakt).

10 grudnia 2014, 14:33:47
blisko 'Fausta', tylko kto jest kim? ( po wlaczeniu sie Artura do rozmowy...)jestże sie 'częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro'.

10 grudnia 2014, 14:40:15
Maracie, wszyscy miewamy problemy. Nikt nie jest gorszy czy lepszy. Spektrum, tak? Zdrovia

10 grudnia 2014, 15:05:37
"It is a mathematical law and all life is mathematics."

To jest geometria, tak dla porządku.

10 grudnia 2014, 18:04:35
Chodzi o brak symetrii...

10 grudnia 2014, 18:30:36
ale tu PROSZE:


>>chrząknięcie
Ptaszek zmarł

-spodziewałeś się tego, on zresztą też
nie ukrywał że umiera, kupując ulubione piwo

chrząknięcie
ale ostatnio nie kupował
syn go przekręcał i nosił do ubikacji
a wiesz jak się nazywał, Płaszowski ?!

-raczej nie pójdę na pogrzeb
mało go znałam, ale ty

chrząknięcie
pójdę jak mi dadzą wolne
a jak nie dadzą to sam sobie wezmę

-a pamiętasz Piotruś jak Ptaszek grał
wtedy kiedy go zamówiłeś na moje urodziny
tłumy stały przy płocie
ile on miał lat?

chrząknięcie
63
Helusia wracając z miasta przeczytała klepsydrę
natychmiast poleciałem tam z mazakiem
i dopisałem obok nazwiska
„Ptaszek” <<


http://szel.liternet.pl/tekst/telefon-dzwonil-uporczywie-odebralam


PIEKNO ASYMETRII

10 grudnia 2014, 20:11:34
No tak. Nasz sposób myślenia opisze geometria, a nie matematyka. Np. 2x na 4x i zawsze zostanie jedna, dodatkowa ściana. Figury nie są symetryczne. A my dowodzimy o zjawiskach, o których nie mamy żadnego pojęcia.
Zawsze i za każdym razem, tworzymy tylko założenie - 2x przez 4x - pole niesymetrycznego wieloboku.

11 grudnia 2014, 22:21:14
*2x na szerokość, 4x na długość

11 grudnia 2014, 22:30:06
Musisz być zalogowany, aby móc pisać na forum. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się