Grupy >> casus foederis >> Forum >> Polska myśl filozoficzna.
Autor Wypowiedź
[wpis usunięty przez założyciela grupy]
08 września 2018, 07:19:31
bez wyuczenia się, bez schematów, reagujemy elastycznie. a, po co ?
bo świat jest zmienny w swojej naturze. to są elementy koncepcji o zmienności
świata. tylko przypominam.
...
zastanawiam się nad możliwością 3 trzecią, trudną sztuką kontrolowania i przewidywania w czasie rzeczywistym, czyli posługiwania się intuicją. tj, tym elementem, którego nie można kontrolować i przywołać na zyczenie.
...
no przecież, bym cię tak nie zostawiła :)
beata, muszę uzbierać na nową umowę o dostarczenie internetu, a na razie nie mam kasy. jak uzbieram, to zaraz przylecę pogadać. to cześć. dla berela i borkosia i dominika całusy, papa .

08 września 2018, 09:34:51
Raczej my dorastamy do jego niezmienności. Niby co się zmieniło?

08 września 2018, 10:21:03
Podoba mi się, jak ujął to Heraklit z Efezu 'panta rhei'.

08 września 2018, 10:50:06
A ty, jakbyś to ujął?

08 września 2018, 11:11:47
Miłego światłowodu, czy jakby to dziś ujął Heraklit, a może by wyszedł...na spacer.

08 września 2018, 11:12:59
Tej sentencji poprawiać się nie odważę, ale jest coś, co nie daje mi spokoju i ściśle się wiąże z Heraklitem. Mianowicie kusząca wizja utożsamienia ludzkiej jaźni ze światem obiektywnym. Zintegrowanie. Wtedy zmienność świata, tej rzeki, jest wyraźnie widoczna. Świat jest projekcją albo klonem ludzkiej psychiki i fizjologii, czyli, bardziej romantycznie: instynktu i intuicji. (3 x i)

08 września 2018, 11:41:24
Szczerze? Jak to rozpiszesz, zrozumiem,być może,:)
To powodzenia.

08 września 2018, 11:50:22
Spacer.

08 września 2018, 11:50:50
Instynkt i intuicja,i tak się łączą, po co przyśpieszać coś, czy rozwiązywać, co dawno rozwiązane. Aczkolwiek, każdy robi, co uważa.

08 września 2018, 11:53:44
Jak wygląda ostateczne rozwiązanie kwestii intuicji i instynktu? (3 x i) Zobacz: jedna kwestia, dwa pojęcia, trzy literki "i".

08 września 2018, 12:04:16
III

08 września 2018, 12:35:21
Berele, szerokopasmówka;)
Nie mam pojęcia. Sorry, do za dwa tygodnie. Mniej więcej:)

08 września 2018, 12:38:02
08 września 2018, 22:50:44
Dzięki Ilonka, ale stanowczo wolę medycynę konwencjonalną. Poza tym ta częstotliwość chyba nie moja. :)

08 września 2018, 23:10:00
no i bardzo dobrze, ja bym wolała jednak mieć wybór i refundację za akupunkturę, albo zioła lekarzy tybetańskich ( małe dziwne kulki ?? :)
...
I w każdym szlochu, każdym krzyku
W Dziecięcym płaczu rwącym ciszę
W klątwie , błaganiu, jęku mowie
Brzęk okowów mózgu słyszę

wb londyn tłum.K.Puławski
...
wczesny mozart :))
https://www.youtube.com/watch?v=GWC2-Bid0xo

08 września 2018, 23:58:50
jutro muszę się zwlec i pójść, albo pobiec :)

\m/ koniecznie

09 września 2018, 00:03:29

To, co budzi cię, gdy otwierasz, rozwijasz

A wyobrażasz sobie że masz zamknięte -

Oczy na mięsożerność w cieniu, co czeka

Aż słońce mu pozwoli odejść, odpocząć, a

Kolby kukurydzy pierwsze lalki ich włosy

Tańczą na kształt włosów i lalek sennych

Teatr - mała dziewczynka, (...)

09 września 2018, 07:27:20
Jego motocykl odpali się sam
- jedna z pierwszych białych
dam, w samo południe zrodzona
gdy oko w koło wpatrzone -
rodzi w bólu koła taniec matoła

09 września 2018, 07:36:20
Znaczy Wita, - zbiorowa choroba psychogenna, - trochę, jak w przypadku niewolników, których "układano"w żarze słońce na tle obracającego się koła.

Ilona, możesz prowadzić wątek dalej, :)

09 września 2018, 07:43:15
Detroit: miasto z odzysku

Po największym bankructwie miejskim w historii USA Detroit – „Motoryzacyjne Miasto”, kolebka wytwórni płytowej Tamla Motown – nagle znów staje się odlotowe. Jest prawdziwe, twarde i tanie. Ma mnóstwo wolnej przestrzeni zdolnej pobudzić każdą wyobraźnię.

Anthony Hatinger sadzi nasiona w dawnym sklepie z alkoholami w centrum Detroit, najbiedniejszego z wielkich miast Ameryki. Krąży w blasku szklarniowych lamp z długopisem w dłoni, wsuwając jego szpiczasty czubek w ziemię, aby zrobić dołek, w który wpuści trzy ziarenka bazylii. Słodka, włoska bazylia będzie rosnąć obok różnych odmian sałaty.

W piwnicy, gdzie kiedyś magazynowano alkohol, pływają w kadziach tysiące maleńkich tilapii. Ich odchody, pompowane do góry, zasilają zieleninę, która wchłania składniki odżywcze. Przefiltrowana w ten sposób woda spływa z powrotem w dół, żeby ryby miały w czym pływać.

Niegdyś Kory’s Market był ważnym punktem północno-centralnej dzielnicy, leżącej kilka kilometrów od ścisłego centrum. Na razie nie ma go na mapie miejsc wartych obejrzenia w tym długo wyśmiewanym mieście, które w nieprawdopodobny sposób znowu staje się modne.

Twarde, prawdziwe i tanie Detroit, mające za sobą największe bankructwo municypalne w historii USA, jest nagle atrakcyjne dla inwestorów i innowatorów, zwłaszcza młodych poszukiwaczy przygód.

Hatinger, 25-latek, jest cichą częścią tej przemiany. Przybył ze środkowego Michigan z dyplomem religioznawstwa i ukończonym kursem ogrodnictwa. Jest zachwycony, że może pracować dla chrześcijańskiej agencji rozwojowej, pomagając zmieniać Detroit od zera. Te ryby i warzywa zjadają klienci nowych, ruchliwych knajpek oraz biedni dawni mieszkańcy zaopatrujący się na lokalnych targach.

Każdego dnia Hatinger przechodzi lub przejeżdża na rowerze obszary rozpadu i odrodzenia: walące się domy, odbudowywane domy i puste działki, na których budynki wyburzono.

– Detroit nauczyło mnie wiele na temat ducha i wytrwałości – mówi. – To niesamowite, kiedy słucha się opowieści ludzi, którzy uparcie próbowali sprawić, by to wszystko działało. Tu się wyczuwa tyle serca. Warto tu być.

Pozwólcie, że przedstawię kilku detroitczyków napotkanych po powrocie do miasta, w którym się urodziłam i pracowałam przez 25 lat.

Po przyjeździe nie szukałam Mike’a Duggana, nowego, pełnego energii burmistrza. Ani szefów firm i fundacji, które wyłożyły setki milionów na wyciąganie Detroit z zapaści po bankructwie.

Ani multimiliardera Dana Gilberta, założyciela Quicken Loans, największej amerykańskiej witryny internetowej udzielającej kredytów hipotecznych. Gilbert przeniósł Quicken do swego rodzinnego miasta, kupił ponad 70 nieruchomości, osadził w nich dziesiątki raczkujących firm i, jak się szacuje, zatrudnia dziś 12,5 tys. osób.

Mojej ciekawości nie budzili potężni reżyserzy tego dramatu, tylko drobni gracze, tworzący nowe miasto z tego, co przez długi czas było opuszczone i lekceważone. Jedni wprowadzili się tutaj z solidnymi planami, inni mają niejasne marzenia, jeszcze inni mimo przeciwności trwają dzięki hartowi ducha. Rozpad Detroit jest dziś jego motorem. W żadnym innym miejscu zurbanizowanej Ameryki nie można zrobić tak wiele za tak małe pieniądze.

Nowe Detroit lśni w centrum. Pobliskie rejony, takie jak Corktown i Midtown, promieniują energią. Lecz wokół tego ogniska rozlewa się dawne Detroit – hektary rozpadu i ruin, „miejskie prerie”, na których ocalałe budynki stoją z dala od siebie. Fabryki samochodów, które zbudowały to miasto, to dziś zwały betonu pokrytego graffiti.

Jednak niemal wszyscy mieszkańcy miasta, których spotkałam, wierzą w jego przyszłość, nawet tę niepewną. Prawdę mówiąc, właśnie to najlepiej ich definiuje.

Do centrum Detroit można dojechać bez oglądania tych fragmentów miasta, które pozostają okaleczone. Tutejsze arterie komunikacyjne są zagłębione, dzięki czemu nie widać nieszczęścia metropolii – wyjazdu ponad połowy mieszkańców żyjących tu w szczytowym okresie jej rozwoju.

Właśnie na to nie chciał patrzeć Robert Hake, kiedy przenosił swój rozrastający się interes z przedmieść do dzielnicy Corktown. Jego firma, MyLocker.net, produkuje odzież sportową na zamówienie i jeśli zechcecie kupić setkę bluz z kapturami na zjazd rodzinny, może wam je dostarczyć w ciągu kilku dni.

– Moja decyzja nie miała nic wspólnego z wskrzeszaniem Detroit – mówi mi zza swojego lśniącego trzymetrowego biurka, w którym odbija się sylwetka miasta. Trafiła mu się po prostu świetna okazja: pusta fabryka części samochodowych, wielka jak dwa boiska piłkarskie.

Pokonał poważne wątpliwości, do których się przyznaje. Nie bez powodu w latach 70. poprzedniego stulecia Detroit było nazywane miastem morderstw. Hake, lat 41, pamięta niepokój, który odczuwał, gdy jako nastolatek dojeżdżał do centrum z przedmieścia, a rodzice przypominali mu: – Zasuń szyby i zablokuj drzwi.

Pewnego dnia wyjechał ze swojej strefy komfortu, zapuszczając się w ulice biegnące między autostradami niczym zetlałe nitki w tkaninie. Wiózł 400 kolorowych T-shirtów zaprojektowanych przez jego ludzi. Chciał je podarować pewnej szkole podstawowej. Podczas 16-kilometrowej podróży mijał szeregi zrujnowanych domów, ale gdy dojechał do tej szkoły, zobaczył:

– …korytarze pełne radosnych, ślicznych dzieciaków – wspomina. – Świadomość, że te dzieci mieszkają w tych domach, rozdzierała mi serce. Pomyślał, że był ślepy, że powinien podarować koszulkę każdemu dzieciakowi w Detroit.

frag. artykułu Susan Ager
national geografik polska

09 września 2018, 12:04:27
jak żyć ?

09 września 2018, 12:05:05
Anthony Hatinger sadzi nasiona w dawnym sklepie z alkoholami w centrum Detroit, najbiedniejszego z wielkich miast Ameryki. Krąży w blasku szklarniowych lamp z długopisem w dłoni, wsuwając jego szpiczasty czubek w ziemię, aby zrobić dołek, w który wpuści trzy ziarenka bazylii. Słodka, włoska bazylia będzie (...)
Fajne. Mnie do szału doprowadzają wątki z ławką. Chyba znienawidzę ławki.
Co do szpiczastego, to rano, czytając o Wicie, - patowa historia, chorobie Wita, pląsawicy (na żywo jest mniej estetyczna) natrafiłam na informacje typu: tańczący bali się koloru czerwonego, inni? tańczący czarnego i szpiczastych butów.


09 września 2018, 12:28:40
O, ja nie zastanawiałam się w trybie wjeżdżając w ulicę Wytrwałych w Bytomiu, raczej jak ci ludzie tu nie umrą?

09 września 2018, 12:35:36
Ciekawe co komu z takich pytań?

Bardzo ładna proza.
Jednakże.:)

09 września 2018, 12:39:07
żeby tworzyć świat :)

09 września 2018, 13:34:45
Haha, no właśnie, to ma się jak liryka do antyliryki, wg koncepcji Arystotelesa.

09 września 2018, 13:54:41
to spacer
chodzić bezmyślnie i podrzucać, krasnoludkowi różne temat, żeby się wkurwiał
że nie wie, ale mam też ściągę z tego jak żyć. w 8 punktach . i tak łażąc, doszłam do wniosku, że wystarczy i że i tak ciągle tracę równowagę i się wywalam. ale trenuję, tylko że słabo mi idzie :/
, czyli, że spacer ! :)

09 września 2018, 14:02:22
Jakby mi ktoś dał kartkę z ośmioma punktami na starcie jak żyć, to bym się wq na starcie, - znaczy masz dobrą,

09 września 2018, 14:15:36
.

09 września 2018, 14:36:46
Musisz być zalogowany, aby móc pisać na forum. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się