Bitwa u schyłku lata "De ma doulour ne puis trouver confort, Car en tous cas m'est Fortune contrayre." Wiał wiatr, a słonce zbliżało się ku zachodowi. Kruki i kanie zlatywały się nad Południowy Kurhan. Ocaleli wlekli się z pola bitwy, a obok nich przemykały chyże psy, szarpiąc ciała i kości poległych, i dogorywających w malignie. Niektórym z nich zamykał oczy mnich, dopóki nie dosięgła go zdradziecka czarna strzała. Bitwa na Czarcim Polu zakończyła się walnym zwycięstwem armii Henryka I Gnuśnego nad rycerstwem Trzech Hiacyntów. Sam król niewielki miał w niej udział. Przeważnie drzemał na umieszczonym na szczycie kurhanu złotym tronie. Najważniejsze mieć w polu dobrych dowódców, którzy poprowadzą wojsko do zwycięstwa. Kiedy pokonana armia dogorywała, zadęto w trąby i król obudził się wygłaszając słynne słowa: - W okamgnieniu spadł na wrogów moich królewski miecz sprawiedliwości i ogarnęła ich pożoga. A następnie pogrążył się znów w drzemkę. Po tych słowach króla nastała ciemna, bezgwiezdna noc. Gdzieniegdzie rzeczywiście widać było języki płomieni, choć niektórzy kronikarze twierdzą, że były to robaczki świętojańskie odbite w wodzie Błękitnego Stawu. Żołdacy króla dobijali sztyletami jęczących rannych, a opętani i złodzieje okradali zwłoki z kosztowności. Cisza zapadła o zmierzchu nad tą okolicą, a pod butami słychać było chlupot krwi, w której kąpały się żaby. Złowieszcze harpie wyszły z pobliskiego morza i kosmiczna energia popadła ze sobą w sprzeczność. Po wiekach jeszcze odnajdywano w tym miejscu czaszki i porąbane szkielety służące artystom i medykom do zakazanych studiów anatomicznych. Z trzech braci Hiacyntów ocalał tylko jeden, średni. Młodszy brat, umierając przekazał swój kwiat ukochanej Aspazji, a starszy żonie i córce. Średni brat powrócił, ale ponieważ od zakończenia wojny minęło już sporo czasu, nie miał już komu przekazać podarowanych kwiatów. Ukochana młodszego brata była już z innym, żona starszego brata zmarła w połogu, a jego córka uległa obłąkaniu. Hiacynt popadł więc w nieznośną melancholię i nawet stado dziwek z pobliskiego domu schadzek nie było w stanie wyrwać go z głębokiej kontemplacji, choć pokazywały mu swoje szmineczki, pudry i podwiązki, a niektóre z nich były cienkie w talii jak osa. Jedynie duchowny wydawał mu się odpowiednim towarzyszem. - Jakie szczęście mieli moi mili i szlachetni bracia, że nie przeżyli - powiedział w zamyśleniu - Choć byli odważni jak lwy, z żalu pękły by im serca! Czego to nie potrafią dokonać słaba kobieta, szatan i nielitościwa śmierć... - "Jedno jest bowiem dla wszystkich wejście w życie i wyjście dla wszystkich jest to samo" - odrzekł beznamiętnie kapłan, który na wypowiadaniu podobnych słów zjadł już zęby. Zapadła cisza głucha jak w studni, po której Hiacynt wybuchnął bezgłośnym śmiechem. Był pewien, że na niego też nikt już nie czeka. Chciał komuś opowiedzieć o tym, że kiedy jego młodszy brat umierał, na ustach miał słodkie imię swej ukochanej Aspazji. Powtarzał je gorączkowo błagając, żeby powiedzieć jej, jak bardzo ją kocha. Ale komu on, jego rodzony brat, teraz o tym powie? A jednak w jego samotnym i dumnym domostwie ktoś na niego czekał. - Podczas gdy on dla niej umierał, ona splugawiła jego łoże! - wołała gniewnie Gryzelda - Na pewno, kiedy się dowiedziała o okolicznościach jego śmierci, jego błaganie nazwała skamlaniem psa. A sama nie była nawet suką! Wierz mi, to larwa, ale z tych, które nigdy nie przemienią się w pięknego motyla. Rycerz spojrzał na nią ze współczuciem i wypowiedziawszy najpierw kilka komplementów pod adresem jej mądrości, którą porównał do jedwabnika i urody, począł jej łagodnie perswadować: - Nie unoś się tak, żono! Skąd mogła wiedzieć, że powróci? Czyż nie obstawiła właściwego konia? - Gryzelda długo jeszcze miotała się we wściekłości, w końcu jednak słowa małżonka uspokoiły ją i cała ta historia zakończyłaby się może szczęśliwie, gdyby nie morderca nasłany przez zauszników króla. Przebrany za osobę duchowną podał Perle Rycerstwa śmiertelną truciznę pod postacią hostii, którą ten z ufnością dziecka Bożego przyjął. A podczas gdy Średni Hiacynt opłakiwał jeszcze zagładę swych braci, niepomny własnego losu, Jan Trzmiel - królewski skarbnik i bankierzy dzielili już na pokrytym szkarłatnym suknem stole swe łupy. - He, he! - pokładał się ze śmiechu Trzmiel - Giną dla honoru, choć to kupa łajna, a my tymczasem zagarniamy ich złoto i bzykamy ich kobiety. Zaprawdę sprawiedliwie to Pan Bóg obmyślił! - Nie mów tak, bo pomyślą, żeś podlec, te zakute łby! - rechotał Pierwszy Bankier. - Z grobów chyba nie powstaną - rzekł Drugi - a ich plugawe szczątki mniej są warte niż pożółkłe kości, sadło i uryna mojego burka. Nie dałbym za nie nawet swojej szczyny. Nie to co relikwie Świętych. Le chien, Panowie, to prawdziwy król życia! Ich ciała szarpią teraz psy. - Ci ponuracy nie wiedzą, co to radość i inżynieria życia - podchwycił królewski skarbnik - Człowiek to tylko worek pełen śluzu, krwi, limfy, moczu i spermy. Tej ostatniej zresztą niewiasty nie mają. Dlatego potrzebują naszej młócki, a ci głupcy wyobrażają sobie, że ta miłosna alchemia nigdy nie przeminie. Trwa zwykle nie dłużej niż okres lęgowy. Żałośni nieszczęśnicy patrzą w ich kłamliwe oczy, wypowiadają zaklęcia i gotowi są życie nawet oddać za ukochaną, która dawno już pociesza się w objęciach ich woźnicy lub lichwiarza. Używajmy więc życia, bo drugiego nie będzie. Byle tylko człek nie zaraził się jakąś francą albo angielską melancholią, tak charakterystyczną dla tych bladych niedojebków. I tak zakończyła się Wojna Trzech Hiacyntów. Henryk I Gnuśny żył jeszcze przez jakiś czas, a potem leniwie oddał duszę Bogu, pozostawiając po sobie długotrwałe bezkurewie. Rewolta była niepotrzebna, bowiem znużony długotrwałym sprawowaniem władzy król nosił się z zamiarem złożenia korony. - Mrówki zjedzą jego ciało, a my skonsumujemy jego dochody! - zacierał ręce Trzmiel. Podobno, jak wieść niesie, ów Jan Trzmiel żyje po dziś dzień i każdego dnia mruży oczy, klepie się po sadle i zaciera ręce. Armie nie przestały ze sobą wojować, piękne damy wciąż zdradzają swoich rycerzy, a ludzie rządni zysku nie przestali o nim myśleć. I tylko żurawie, czaple, łabędzie, dzikie gęsi i inne ptaki odlatują u kresu pięknej pogody w cieplejsze rejony, a wraz z nimi odlatują pierzaste dusze poetów. Ale ta chwila jeszcze nie nadeszła... Komentarze: (13) Pokaż komentarze do wpisu „Bitwa u schyłku lata” Tagi: brak Marzenia senneAutor(ka): nazumi13 Czas publikacji: piątek, 12 września 2014 00
Zobacz więcej
Temat Autor Wpisy Ostatni wpis
O czym? wiersz Gertrudy Stein mówi? Beata Kyan 2 10 dni
Beata Kyan
research czy ? Beata Kyan 3 9 miesięcy
Бёяєlє  
http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,18816606,oko-w-oko-z-androidem-bina48-jestem-jak-gabka-pochlaniam.html#TRwknd Beata Kyan 15 translation missing: pl, datetime, distance_in_words, almost_x_years
Beata Kyan
motyl nieAbelarda Beata Kyan 1 około 2 lat
Beata Kyan
Jedyna pewność, że umrzesz. Dostałam jako materiał typu wsparcie w depresji. Pełna wątpliwości. Beata Kyan 1 ponad 2 lat
Beata Kyan
na czym polega to coś? Beata Kyan 6 ponad 2 lat
Błażej Jacek Klajza
Proszę o opinię : Jaki to gatunek literacki? wcale nie w grupie, ale zapraszam szeroko, choć liczę też trochę bardziej wąsko:) Beata Kyan 7 około 3 lat
Beata Kyan
Dodaj nowy wątek